
„Miłość i nadzieja” – Kuzey kontra Levent: Walka o Silę.W odcinku 320 „Miłości i nadziei” emocje osiągną punkt wrzenia
0:21Kuzey w ostatniej chwili powstrzymuje Leventa przed zamordowaniem Acelyi — ale to dopiero początek koszmaru
0:29Levent ucieka… i porywa Silę, zabierając ją w nieznane miejsce. Gdy prawda o jego zdradach wychodzi na jaw, życie Sili staje się śmiertelnie zagrożone
0:41W tym samym czasie w domu Bulenta wybucha wojna — Feraye wyrzuca męża za drzwi, a Bahar i Cavidan oskarżają Kuzeya o ucieczkę z Silą
0:51Dopiero gdy Kuzey wraca, prawda spada na wszystkich jak grom z jasnego nieba:.Sila została porwana
0:59A Levent jest przestępcą.Co takiego planuje Levent?.Czy Kuzey zdoła ją odnaleźć, zanim będzie za późno?
1:08I jakie sekrety Bahar jeszcze ukrywa?.Ten odcinek przyniesie zdradę, porwanie i bezlitosną walkę o miłość
1:17„Miłość i nadzieja” – odcinek 320 – szczegółowe streszczenie.W parku, gdzie jesienne słońce, niskie i złote, przesączało się leniwie przez korony sosen, tworząc na ziemi mozaikę światła i cienia, czas zdawał się płynąć inaczej
1:34Wiatr, chłodny, ale jeszcze nie zimowy, szeleścił w gałęziach, poruszając dywanem suchych, brązowych igieł pod stopami dwojga ludzi, którzy stanęli naprzeciwko siebie
1:47Ich sylwetki rysowały się ostro na tle spokojnego, leśnego krajobrazu, jak dwie postacie wyjęte z zupełnie różnych, nieprzystających do siebie opowieści
1:59Levent, ubrany w ciemny, elegancki płaszcz, który dodawał mu powagi i skrywał wewnętrzny chaos, trzymał za plecami pistolet
2:09Chłód metalu przenikał przez materiał rękawiczki, przypominając mu o ostateczności decyzji, którą podjął
2:18Broń była ciężka, solidna, gotowa do użycia – była jego jedynym, rozpaczliwym rozwiązaniem
2:27Naprzeciwko niego stała Acelya. W swoim długim, czarnym płaszczu wyglądała jak zjawa z przeszłości, która uparcie odmawiała odejścia
2:38Nieświadoma śmiertelnego zagrożenia, uśmiechała się lekko, z nutą nostalgii i triumfu w oczach, jakby wierzyła, że siłą woli jest w stanie cofnąć czas do dni, które już dawno powinny obrócić się w proch zapomnienia
2:54— Jaka piękna pogoda, prawda? — jej głos był miękki, melodyjny, zupełnie niepasujący do ciężaru chwili
3:03Zerknęła na błękitne niebo, na którym pojedyncze, białe chmury płynęły jak statki po bezkresnym oceanie
3:12— Pamiętasz? To właśnie o tej porze roku, w taką pogodę, pocałowałeś mnie po raz pierwszy
3:19Dokładnie tutaj, pod tymi sosnami.Levent milczał przez chwilę, która zdawała się wiecznością
3:27W jego głowie wspomnienie to walczyło z obrazem przyszłości, którą tak desperacko pragnął zbudować z Silą
3:35Wspomnienie było jak trucizna, słodka i paląca. W końcu, z trudem, skinął głową, a ruch ten był sztywny, nienaturalny
3:46— Tak, pamiętam. — Jego głos był ochrypły, pozbawiony emocji, jakby należał do kogoś innego
3:54Acelya uśmiechnęła się szerzej, widząc w jego odpowiedzi potwierdzenie swojej władzy nad nim
4:01— Wiem, że pamiętasz. Nie mogłeś zapomnieć. Byliśmy dla siebie stworzeni, Levencie
4:09To, co nas łączyło, nie znika ot tak. — Zrobiła krok w jego stronę, a jej głos zmiękł, stał się niemal szeptem, intymnym i niebezpiecznym
4:20— Słuchaj, Levencie… Rozumiem. Naprawdę rozumiem. Okej, ożeń się z Silą, jeśli to konieczne dla twoich planów, dla twojej zemsty, dla czegokolwiek
4:32Nie będę stawać wam na drodze. Ale mnie nie zostawiaj samej. Nie odtrącaj mnie. Możemy mieć wszystko
4:40Ją i mnie. W przeciwnym razie… — jej ton znów stwardniał, a w oczach pojawił się lodowaty błysk — …w przeciwnym razie nie będę dłużej trzymać języka za zębami
4:52Zniszczę cię. Opowiem wszystkim, kim jesteś. Opowiem Sili, opowiem Bahar. Zniszczę was oboje, ciebie i Bahar
5:02Przysięgam.Levent wypuścił powietrze przez zaciśnięte zęby. Każde jej słowo było jak gwóźdź wbijany w jego serce
5:11Szantaż. Ostatnia, ostateczna broń kobiety, która nie potrafiła pogodzić się z przegraną
5:19W jego oczach, do tej pory pełnych wahania, pojawił się cień chłodnej, nieodwołalnej decyzji
5:27Desperacja wygrała z resztkami sumienia.— Przepraszam, Acelyo. — Jego głos był teraz spokojny, niemal smutny
5:36— Sama tego chciałaś. Sama zmusiłaś mnie do tego kroku. Nie mogę stracić Sili. Ona jest moim życiem
5:44Moim wszystkim.W jednej, płynnej chwili wyciągnął rękę zza pleców. Szare, matowe srebro metalu błysnęło w jesiennym słońcu
5:55Pistolet był wymierzony prosto w serce Acelyi. Jej uśmiech zamarł na ustach, a oczy rozszerzyły się z niedowierzaniem, które szybko ustąpiło miejsca przerażeniu
6:07— Co ty robisz? — zapytała, a jej głos był teraz tylko słabym, drżącym szeptem. Zbladła tak bardzo, że jej skóra przybrała odcień wosku
6:18Cofnęła się o dwa kroki, potykając się o wystający korzeń. Jej oddech stał się krótki, spazmatyczny
6:26Levent mocniej docisnął palec do spustu. W jego oczach nie było już wahania, nie było litości – tylko zimna, wyrachowana desperacja człowieka, który walczy o przetrwanie
6:39Świat skurczył się do tej jednej chwili, do tego jednego ruchu, który miał na zawsze uciszyć przeszłość
6:47Ale zanim padł strzał, zanim huk wystrzału rozdarł ciszę parku, zza jego pleców, jak cień, wyłonił się Kuzey
6:56Jego ruch był błyskawiczny i precyzyjny. Chwycił mocno rękę Leventa, w której ten trzymał broń, i szarpnął nią w bok
7:06Pistolet wystrzelił z ogłuszającym hukiem, który spłoszył ptaki z okolicznych drzew
7:13Kula zaryła się w ziemię, wzbijając w powietrze małą chmurę pyłu i suchych igieł
7:20— Co tu robisz?! — warknął Levent, a jego twarz wykrzywił grymas wściekłości i szoku
7:27Puścił Acelyę, która osunęła się na kolana, wpatrując się w nich z przerażeniem. W jednej chwili objął Kuzeya ramieniem, unieruchamiając go w żelaznym uścisku, a drugą ręką, wciąż trzymającą pistolet, przyłożył lufę do jego skroni
7:44Chłód metalu na skórze był szokujący.— Poszedłem za tobą — odparł Kuzey, starając się zachować spokój, choć jego serce biło jak oszalałe
7:55— Jak to poszedłeś? Gdzie jest twój samochód? Gdzie go zostawiłeś? Nie widziałem cię! — Levent rozglądał się gorączkowo, jakby spodziewał się zobaczyć armię wrogów wyłaniającą się zza drzew
8:08— Spokojnie, mistrzu. Przyjechałem twoim. — W głosie Kuzeya zabrzmiała nuta gorzkiej ironii
8:16Levent zmarszczył brwi, próbując zrozumieć. I wtedy przypomniał sobie. Kilkanaście minut wcześniej, gdy jechał do parku, musiał gwałtownie zahamować
8:27Jakaś postać, ubrana na czarno, wyskoczyła mu na drogę, a potem zniknęła w zaroślach
8:35Był tak skupiony na spotkaniu z Acelyą, że zignorował to, uznając za wybryk jakiegoś chuligana
8:43Teraz zrozumiał – to była dywersja. Kuzey musiał wtedy, w tym ułamku sekundy, wślizgnąć się na tylne siedzenie jego samochodu
8:53— Ty… — Levent parsknął śmiechem, ale był to śmiech pozbawiony wesołości, dźwięk pękającej psychiki
9:02Brzmiał jak obłęd. — Ty to wszystko zaplanowałeś?.— Brawo. Widzę, że nie jesteś aż tak głupi, jak myślałem
9:11— Kuzey spojrzał mu prosto w oczy, bez śladu strachu. — Chciałem zobaczyć na własne oczy
9:18Chciałem usłyszeć na własne uszy. Chciałem zobaczyć wszystkie te obrzydliwe rzeczy, które robisz za plecami ludzi, którzy ci ufają
9:28I zobaczyłem. Doszedłeś do końca drogi, panie Levencie. Twoja gra skończona. Zapomnij o Sili
9:36Nigdy więcej jej nie dotkniesz.Na dźwięk jej imienia w oczach Leventa zapłonął fanatyczny ogień
9:44— Kocham ją! — krzyknął, a jego głos niósł się echem po lesie. — Nigdy, przenigdy o niej nie zapomnę! Ona jest moja!
9:53— Opowiem jej wszystko. — Głos Kuzeya był teraz zimny i twardy jak stal. — Powiem jej, że Acelya od miesięcy jest twoją kochanką
10:03Powiem jej, że zabiłeś swoją żonę, żeby położyć rękę na jej pieniądzach. Powiem jej, że przed chwilą próbowałeś zabić Acelyę, żeby zamknąć jej usta
10:15Opowiem jej o każdym twoim kłamstwie, o każdej twojej manipulacji. Od czego mam zacząć? Może od kradzieży pieniędzy z firmy jej ojca? A może od twoich intryg z Bahar?
10:27— Nie możesz tego zrobić! Nie waż się! — Levent syknął, dociskając mocniej lufę do skroni Kuzeya
10:35— Zrobię to. I wiesz co? Nie zawaham się ani przez sekundę. Będę patrzył, jak jej świat się wali, ale przynajmniej będzie wolna od potwora takiego jak ty
10:47Wykorzystując moment, w którym Leventem wstrząsnął spazm wściekłości, Kuzey wykonał nagły, wyćwiczony ruch
10:56Obrócił się gwałtownie, jednocześnie uderzając łokciem w żebra Leventa i podbijając jego ramię trzymające broń
11:05Levent jęknął z bólu i zaskoczenia. Pistolet wyleciał mu z dłoni, wirując w powietrzu, i z głuchym stukotem upadł na dywan z igliwia
11:16Zanim Levent zdążył zareagować, Kuzey kopnięciem odsunął broń i sam ją podniósł. Teraz to on trzymał pistolet, a role się odwróciły
11:27Levent stał nieruchomo, dysząc ciężko, z twarzą napiętą jak struna.— Stój spokojnie
11:36Ani kroku. — Głos Kuzeya był teraz głosem sędziego i kata. — Mówiłem ci, dotarłeś do końca drogi
11:45A teraz opowiesz mi wszystko. Każdy szczegół. Co zaplanowałeś z Bahar? Dalej! Mów! Co Acelya miała jej powiedzieć? Co ukrywacie?
11:56— Nie ma jej nic do powiedzenia. Puść mnie! Nie mam nic wspólnego z Bahar! To wszystko kłamstwa!
12:04— Nie masz? — Kuzey zaśmiał się gorzko. — Słyszałem waszą rozmowę w samochodzie. Słyszałem wszystko
12:12Myśleliście, że jestem głuchy? Mów, co ukrywacie! Jaka jest w tym rola Bahar?.Levent nie odpowiedział
12:21Zamiast tego, jego oczy błysnęły dziko. W jednym, nieprzewidywalnym ruchu, rzucił się do przodu
12:30To nie był atak, to była finta. W ostatniej chwili wykonał kopnięcie z półobrotu, celując nie w Kuzeya, ale w jego dłoń trzymającą broń
12:41Pistolet znów pofrunął w powietrze. Zanim Kuzey zdążył odzyskać równowagę, Levent chwycił ciężkie, spróchniałe polano leżące przy pniu sosny i z całym impetem uderzył go w kark
12:55Świat w oczach Kuzeya eksplodował bólem i rozbłysnął tysiącem gwiazd. Kolana się pod nim ugięły
13:03Upadł ciężko na ziemię, a ból rozlał się po całym ciele, paraliżując go. Levent nie spojrzał nawet na swoje dzieło
13:12Rzucił się do samochodu, uruchomił silnik z rykiem i z piskiem opon ruszył, znikając między drzewami, pozostawiając za sobą tylko chmurę kurzu i zapach palonej gumy
13:24Kuzey próbował się podnieść. Jego palce drżały, zaciskając się na wilgotnej ziemi, ale ciało odmawiało posłuszeństwa
13:34Obraz przed jego oczami zaczął się rozmazywać, a dźwięki parku – szum wiatru, śpiew ptaków – cichły, zastępowane przez narastający szum w uszach
13:46Po chwili, która mogła być sekundą lub wiecznością, opadł z sił, a ciemność pochłonęła go bez reszty
13:55W parku znów zapanowała cisza. Ale nie była to już spokojna, kojąca cisza. Była ciężka, złowroga, jak zapowiedź tragedii, która dopiero miała nadejść
14:08Światło dzienne, jasne i bezlitosne, wlewało się przez szerokie, sięgające od podłogi do sufitu okna salonu, rozlewając się po lśniącej, marmurowej posadzce jak ciepły, złocisty welon
14:23Mimo tej jasności, która zwykle ożywiała to przestronne pomieszczenie, nadając mu lekkości i ciepła, atmosfera była ciężka, duszna, jakby powietrze nasycone było niewypowiedzianymi słowami, żalem i zgaszonymi emocjami
14:40Promienie słońca nie rozpraszały panującego napięcia, lecz tylko je uwidaczniały, rzucając ostre, długie cienie na twarze Feraye i Bulenta, podkreślając każdą zmarszczkę, każdy grymas bólu
14:55— Chwileczkę… ja chyba czegoś nie rozumiem — powiedział Bulent, a jego głos, zwykle pewny siebie i donośny, był teraz pełen autentycznego zdumienia
15:07Rozglądał się wokół, jakby był w obcym domu, a nie w miejscu, które przez lata nazywał swoim
15:15— Co się stało z naszym pokojem? Z naszą sypialnią?.Feraye, siedząca na samym skraju luksusowej, kremowej kanapy, uniosła powoli wzrok znad dłoni splecionych tak mocno, że aż zbielały jej knykcie
15:30Jej postawa była sztywna, najeżona, jak u zranionego zwierzęcia gotowego do ataku
15:37— Nasz pokój? — powtórzyła, a w jej głosie niedowierzanie mieszało się z ledwo skrywaną furią
15:45Każda sylaba była naładowana pogardą. — Nasze życie, Bulencie, nasze dwadzieścia lat legło w gruzach
15:53Nasza rodzina się rozpadła. A ty, po miesiącach nieobecności, wracasz i pytasz o pieprzony pokój? — Wzięła głęboki, drżący oddech
16:04— Oddałam go dzieciom. Melis i Ege tam mieszkają.— Co? — Bulent cofnął się o krok, jakby właśnie otrzymał fizyczny cios
16:14Jego twarz wyrażała szok i oburzenie. — Jak to oddałaś? Bez mojej zgody? To jest także mój dom, Feraye
16:23— A co sobie myślałeś, Bulencie? — wstała gwałtownie, a jej ruch był pełen tłumionej agresji
16:31— Że po tych wszystkich miesiącach, po tym, co zrobiłeś, wrócisz sobie jak gdyby nigdy nic, rozpakujesz walizkę i położysz się w swoim wygodnym łóżku, jakby nic się nie stało? Że ja na ciebie będę czekać z otwartymi ramionami? Że wszystko będzie jak dawniej? Czas “dawniej” minął, Bulencie
16:51Skończył się. Bezpowrotnie.— Powinnaś to była ze mną skonsultować, Feraye — odparł, próbując zachować resztki spokoju i autorytetu, choć czuł, jak grunt usuwa mu się spod nóg
17:05— To była ważna decyzja.Jej śmiech był krótki, gorzki i pozbawiony radości. — Och, przepraszam cię najmocniej, drogi Bulencie
17:16Nie chciałam ci przeszkadzać w twoim idyllicznym rejsie. Nie chciałam przerywać twojego kontemplowania zachodów słońca na twojej luksusowej łódce, między jednym kieliszkiem wina a drugim… Może jeszcze miałam ci wysłać gołębia pocztowego z zapytaniem?
17:32— Dość tego sarkazmu. Co się tu w ogóle dzieje? Pokój Zeynep też jest pusty. Gdzie ona jest? Została wyrzucona? Czy ty oszalałaś?
17:42Feraye podeszła do niego, a jej oczy, zwykle ciepłe, teraz płonęły zimnym ogniem. Jej głos nabrał ostrości i siły, której sam Bulent się nie spodziewał
17:54— Nikt jej nie wyrzucił. Nie jestem potworem, w przeciwieństwie do niektórych. Kiedy Ege i Melis się pobrali, Zeynep sama uznała, że nie powinna tu dłużej mieszkać
18:06Sama odmówiła pozostania. I wiesz co? Miała rację. To było honorowe z jej strony
18:13A ty? Ty też nie masz tu już swojego pokoju. Nie masz tu swojego miejsca. Straciłeś je w momencie, gdy mnie zdradziłeś
18:22— Ile razy mam ci powtarzać, że to nie była zdrada? — jego głos uniósł się, pełen frustracji
18:30— To Gonul mnie pocałowała! To była jej decyzja, jej impuls, nie mój! Ja ją odepchnąłem!
18:38— Nawet jeśli powtórzysz to sto tysięcy razy, to niczego nie zmieni! — krzyknęła, a jej głos odbił się echem od wysokich ścian salonu
18:49— Nie zrozumiem! Nie chcę zrozumieć! Widziałam to na własne oczy, Bulencie! Widziałam was! I ten widok wypalił mi dziurę w sercu!
18:59— Dobrze. W porządku. — Westchnął ciężko, poddając się. — Nie ma problemu. Nie będę robił scen
19:07Pójdę do innego pokoju. To, gdzie będę spał, jest w tym momencie najmniej istotne
19:14— A co jest istotne? — zapytała cicho, z jadowitą ironią w głosie. — Oświeć mnie, proszę
19:22— Zeynep. — Bulent zamilkł na chwilę, jakby zbierał siły, by wypowiedzieć słowa, które go dręczyły
19:30— Moja córka. Stworzyła sobie życie z jakimś obcym mężczyzną. Mieszka z nim. Nie odbiera ode mnie telefonów
19:39Odwróciła się ode mnie plecami. To jest istotne.Feraye spojrzała na niego długo, bez słowa
19:47Jej spojrzenie było pełne bólu, rozczarowania i czegoś, co wyglądało jak ostateczne pożegnanie
19:55Potem, nie mówiąc już ani słowa, odwróciła się i powoli, z godnością, ruszyła w stronę majestatycznych, kręconych schodów prowadzących na piętro
20:07Jej kroki były ciche, ale każdy z nich był stanowczy. Nie obejrzała się ani razu
20:14Bulent został sam pośrodku wielkiego, pustego salonu, otoczony luksusowymi meblami i wspomnieniami, które już nie należały do niego
20:24Czuł się jak intruz we własnym domu, wygnaniec we własnym życiu.Wtem drzwi wejściowe otworzyły się z cichym skrzypnięciem
20:33Do środka weszła Melis, a tuż za nią podążał Ege. Jej krok był lekki, a na twarzy malował się delikatny uśmiech, który jednak zniknął, gdy zobaczyła ojca stojącego samotnie na środku salonu
20:47Zmarszczyła brwi, zaskoczona, ale i ucieszona. Uśmiechnęła się niepewnie i ruszyła w jego stronę, by się przywitać
20:57Lecz zanim zdążyła powiedzieć choćby słowo, z góry rozległ się gwałtowny tupot kroków
21:04Feraye zbiegła po schodach, niemal z nich spadając. W rękach trzymała dużą, skórzaną torbę podróżną Bulenta
21:13Jej twarz była napięta jak maska, a oczy błyszczały niepohamowanym gniewem. Nie patrząc na córkę ani na zięcia, podeszła do Bulenta i bez słowa rzuciła torbę pod jego nogi
21:26Upadła z głuchym hukiem, który nie pozostawiał miejsca na żadne wątpliwości co do jej intencji
21:33— Co się dzieje, mamo? Tato? — zapytała Melis, zatrzymując się w pół kroku, a jej głos drżał z niepokoju
21:42Ege położył dłoń na jej ramieniu, dodając jej otuchy.— Przyniosłam rzeczy twojego ojca — powiedziała Feraye, a jej głos był zimny i ostry jak lód
21:53Nie odrywała wzroku od twarzy męża. — A teraz wynoś się z tego domu! Natychmiast!
22:00Zaraz za nią na schodach pojawiła się Belkis, jej twarz wyrażała troskę. Próbowała złagodzić sytuację
22:09— Feros, kochanie, uspokój się… Proszę cię, nie rób tego przy dzieciach.— Nie mogę się uspokoić! Nie chcę! Mam dość! — wybuchła Feraye, a jej opanowanie pękło jak tama
22:22— Mam dość jego kłamstw, jego arogancji, jego egoizmu!.— Feraye, na litość boską, czy zechcesz mnie w końcu wysłuchać? — odezwał się Bulent, podnosząc torbę z podłogi
22:36— Nie! Nie zamierzam cię słuchać! — krzyknęła tak głośno, że jej głos przeszył pokój jak nóż
22:44— Już wystarczająco dużo się nasłuchałam! Bulencie, spójrz mi w oczy i powiedz prawdę! Nie wróciłeś tu, żeby naprawić relacje ze mną i z Melis! Nie wróciłeś dla nas! Wróciłeś dla Gonul i Zeynep! Bo one są teraz twoim priorytetem! Czy my już nie jesteśmy twoją rodziną?! Czy my już nic dla ciebie nie znaczymy?!
23:06— Czy coś takiego jest w ogóle możliwe, Feraye? — zapytał cicho, a w jego głosie pobrzmiewała nuta zranienia
23:14— Ty i Melis jesteście dla mnie najważniejsze na świecie.— W ogóle tego nie pokazujesz! — odparła z goryczą, a po jej policzku spłynęła samotna łza
23:25— Twoje czyny mówią co innego niż twoje słowa! Nie chcę cię tu. Nie chcę nawet widzieć, jak śpisz w tym domu! A teraz wynoś się! — Zaczęła go pchać w stronę drzwi z siłą, której nikt by się po niej nie spodziewał
23:39— Masz tam inną rodzinę! Masz Gonul, masz Zeynep! Idź do nich! Idź i żyj z nimi długo i szczęśliwie! No dalej! Wynocha!
23:49Bulent próbował coś powiedzieć, bronić się, tłumaczyć, ale słowa ugrzęzły mu w gardle w obliczu jej furii i bólu
23:58Feraye otworzyła na oścież drzwi, wypchnęła go na zewnątrz i z potężnym hukiem je za sobą zamknęła
24:06Przez chwilę stała nieruchomo, oparta czołem o zimne, drewniane skrzydło drzwi, jakby walczyła z własnym ciałem, które chciało upaść
24:17Potem jej siły ją opuściły. Powoli osunęła się na podłogę. Jej ramiona zadrżały gwałtownie, a z ust wyrwał się cichy, zduszony, pełen bólu szloch, który szybko przerodził się w spazmatyczny płacz
24:32Melis patrzyła na roztrzęsioną matkę, rozdarta między chęcią, by ją pocieszyć, a szokiem po tym, co właśnie zobaczyła
24:42Ege milczał, obejmując ją mocno, dając jej ciche wsparcie. Belkis, stojąc z boku, spuściła wzrok, a w jej oczach pojawiło się zrozumienie
24:54Znała ten ból aż nazbyt dobrze. W wielkim, luksusowym domu zapanowała cisza, przerywana jedynie przez łkanie złamanego serca kobiety
25:06Słońce łagodnie opadało na soczyście zieloną trawę ogrodu, a lekki wiatr poruszał liśćmi starych drzew, niosąc ze sobą słodki, upajający zapach wilgotnej ziemi i kwitnących wciąż, mimo jesieni, róż
25:22Sila stała pośrodku tego rajskiego krajobrazu, otoczona ciszą, która jednak nie była spokojna
25:30Była napięta, wyczekująca, jakby cała natura wstrzymała oddech w oczekiwaniu na nieuniknione
25:38W dłoniach, które lekko drżały, trzymała telefon Leventa. Zostawił go na stoliku w pośpiechu, wybiegając na spotkanie z Acelyą
25:48Jakaś wewnętrzna siła, przeczucie gęste i mroczne, kazało jej go wziąć. Próbowała odgadnąć hasło
25:57Data jego urodzin. Nie. Data ich planowanego ślubu. Nie. Jej data urodzin. Też nie
26:05A potem spróbowała kombinacji cyfr, którą kiedyś przypadkiem zauważyła, gdy płacił kartą
26:131-2-3-4. Niemożliwe, by było tak proste. Wpisała. Klik. Ekran się odblokował.Jej palce drżały jeszcze bardziej, gdy otwierała foldery
26:28Zdjęcia. Dokumenty. I w końcu – nagrania. Coś ścisnęło ją w żołądku. Jedno z nich, z datą sprzed kilku dni, przyciągnęło jej uwagę: „Spotkanie B
26:41”. Z wahaniem, z sercem walącym w piersi, włączyła je. Obraz był wyraźny, nagrany ukrytą kamerą w gabinecie Leventa
26:51Dźwięk był krystalicznie czysty. Zobaczyła Leventa. I Bahar. Jej siostrę. Słuchała ich rozmowy, napiętej, pełnej niedomówień
27:02Obserwowała ich gesty, nerwowe spojrzenia. A potem… potem zobaczyła coś, co zmroziło jej krew w żyłach
27:11Pocałunek. Nie był to pocałunek przypadkowy, skradziony. Był długi, namiętny, pełen ukrywanej pasji
27:20Świat zawirował jej przed oczami.Zszokowana, czując falę mdłości, sięgnęła po swój własny telefon i drżącym palcem wybrała numer, który był jej jedyną nadzieją
27:32Kuzey. Pierwszy sygnał. Cisza. Drugi sygnał. Dłuższa cisza. Brak odpowiedzi. Jego telefon był wyłączony lub poza zasięgiem
27:43Rozpacz zaczęła zaciskać lodowatą obręcz wokół jej serca.W tym samym momencie, jakby wyczarowany przez jej najgorsze lęki, zza rogu domu wyłonił się Levent
27:55Jego krok był spokojny, opanowany, ale jego spojrzenie było czujne, badawcze. Natychmiast zauważył swój telefon w jej dłoniach
28:05Przez ułamek sekundy ich spojrzenia się spotkały. Ona stała z kamienną, bladą twarzą, próbując ukryć szok i odrazę
28:15On uniósł lekko brwi w niemym zapytaniu, ale w jego oczach czaił się niepokój.Podszedł do niej i bez słowa zabrał swój telefon, chowając go do kieszeni płaszcza
28:27Nie zapytał, co robiła. Nie skomentował. Zamiast tego, ujął delikatnie jej ramię i poprowadził ją w stronę podjazdu, gdzie, ku jej zdziwieniu, stał zaparkowany duży, czarny bus z przyciemnianymi szybami
28:42— Levencie, co to za niespodzianka? Coś się stało? Co chcesz mi pokazać? — zapytała, starając się ze wszystkich sił nadać swojemu głosowi lekkość i naturalność, choć w środku cała drżała
28:56— Mówiłem ci, kochanie, że mam dla ciebie niespodziankę — odparł, uśmiechając się do niej
29:04Ale był to uśmiech, który nie sięgał jego oczu. Jego oczy były zimne, czujne, jak oczy drapieżnika
29:12Gdy tylko zbliżyli się do pojazdu, jej własny telefon, który trzymała w drugiej ręce, zaczął głośno dzwonić
29:21Na ekranie rozświetliło się imię, które sprawiło, że jej serce na chwilę zamarło: Kuzey
29:29— Kto to? — zapytał Levent, a jego ton natychmiast się zmienił. Spokój zniknął, zastąpiony przez ostrą, nieufną nutę
29:39— Kuzey… — odpowiedziała Sila, czując, jak zasycha jej w ustach. Chciała odebrać, musiała odebrać
29:48Ale zanim zdążyła przesunąć palcem po ekranie, Levent wyrwał jej telefon z dłoni i, nie patrząc nawet na wyświetlacz, schował go do własnej kieszeni
29:59— Levencie, co ty robisz? Oddaj mi telefon! Proszę cię. Powiedz mi tutaj, o co chodzi
30:07Co to za niespodzianka? — Jej głos stwardniał, a strach zaczął ustępować miejsca złości
30:14— Muszę wracać do domu, mam dużo pracy do wykonania.— Kochanie, to tylko chwila. To niespodzianka
30:22Zaufaj mi, proszę. Spodoba ci się.— Dokąd jedziemy? Czy możesz mi wreszcie powiedzieć? To nie jest śmieszne
30:31— To niespodzianka. No dalej, wsiadaj.Levent otworzył boczne, przesuwane drzwi busa, odsłaniając ciemne, puste wnętrze
30:41Sila cofnęła się instynktownie o krok, czując nagły przypływ paniki. Ale mężczyzna, wciąż z tym samym fałszywym uśmiechem na twarzy, delikatnie, lecz stanowczo, położył dłoń na jej plecach i popchnął ją do środka
30:57Straciła równowagę i wpadła na tylne siedzenie. Zanim zdążyła się podnieść, drzwi zasunęły się z głuchym, ostatecznym trzaskiem, odcinając ją od świata zewnętrznego
31:09Telefon w jego kieszeni wciąż wibrował natarczywie. Levent, już siedząc za kierownicą, wyciągnął go, spojrzał na ekran, po czym z zimną krwią odrzucił połączenie i wyłączył aparat
31:23Następnie pochylił się w jej stronę, a jego twarz znalazła się zaledwie kilka centymetrów od jej twarzy
31:31— Jedziemy bardzo daleko od Kuzeya — szepnął, a jego głos był lodowaty, pozbawiony jakichkolwiek uczuć
31:40Sila spojrzała na niego, próbując odczytać jego prawdziwe intencje z tych zimnych, obcych oczu
31:48W jej spojrzeniu pojawił się cień pierwotnego strachu, ale nie dała mu się całkowicie pochłonąć
31:55Wiedziała, że panika jest jej wrogiem. Musiała zachować zimną krew. Musiała myśleć
32:03Musiała walczyć.Następnego dnia salon w domu Kuzeya wypełniał się napięciem tak gęstym, że można je było niemal kroić nożem
32:13Cavidan, matka Bahar, chodziła nerwowo tam i z powrotem po drogim, perskim dywanie
32:21Jej wysokie obcasy uderzały rytmicznie o podłogę jak metronom odmierzający czas do wybuchu
32:29Jej twarz była ściągnięta w maskę gniewu i oburzenia. Bahar siedziała sztywno w fotelu, wyprostowana, z zaciśniętymi ustami i pustym wzrokiem utkwionym w przestrzeń
32:42Naciye, matka Kuzeya, blada i wyraźnie osłabiona wczorajszymi wydarzeniami, spoczywała na kanapie, z ręką na sercu
32:52Obok niej, na oparciu kanapy, przysiadła Yildiz, próbując zachować spokój i rozsądek w tym morzu histerii
33:01— Było jasne, że tak będzie! Od samego początku było to jasne jak słońce! — wybuchła w końcu Cavidan, zatrzymując się gwałtownie na środku pokoju i rozkładając ręce w geście ostatecznego oskarżenia
33:16— Oni uciekli! Uciekli razem! A ty! — Jej wzrok, ostry jak sztylet, przeszył leżącą Naciye
33:24— Ty ich jeszcze do tego zachęcałaś! Zawsze ją broniłaś, zawsze stałaś po jej stronie! To twoja wina!
33:32— Wystarczy, pani Cavidan — wtrąciła Yildiz, jej głos był spokojny, ale stanowczy
33:40— Proszę nie krzyczeć. Pani Naciye źle się czuje. Musi odpoczywać.— Niech się czuje! — syknęła Cavidan, a jad kapała z jej słów
33:50— Co mnie obchodzi jej samopoczucie? Mam myśleć o niej, czy o mojej córce, której życie właśnie legło w gruzach? Ta żmija Sila z pewnością omamiła Kuzeya! Oplotła go sobie wokół palca i porwała! Kategorycznie!
34:05Bahar poderwała się z fotela, jakby słowa matki wyrwały ją z letargu. Jej oczy błyszczały niezdrową determinacją
34:14— Kuzey nie może mnie zostawić! — zawołała, a jej głos drżał z wściekłości. — Nie pozwolę na to! Jeśli to zrobi, jeśli naprawdę uciekł z tą zdrajczynią, odbiorę mu wszystko! Każdy grosz, który ma! Ten dom, firmę, wszystko! Zostanie z niczym!
34:33— Bahar, dziecko, opamiętaj się — powiedziała Yildiz z troską i smutkiem w głosie
34:41— Czy ty w ogóle zdajesz sobie sprawę z tego, co mówisz? Mówisz o człowieku, którego podobno kochasz
34:49— Ty mnie będziesz pouczać, Yildiz? — prychnęła pogardliwie Bahar, mierząc ją wzrokiem od stóp do głów
34:57— Kim ty jesteś? Jesteś tylko służącą w tym domu! Nie zapominaj o swoim miejscu!
35:04— Bahar! — upomniała ją ostro Naciye, z trudem podnosząc głos. — Nigdy więcej nie odzywaj się tak do Yildiz!
35:12— Co Bahar?! Co?! — warknęła Cavidan, stając w obronie córki. — Kuzeya nie ma, Sili nie ma, a ty złościsz się na moją córkę, zamiast na prawdziwych winowajców? Pomyśl tylko… Co by się stało, gdyby Levent zastał ich razem? A co, jeśli zastrzeliłby Kuzeya? Wiesz, do czego zdolny jest człowiek, któremu odbiera się narzeczoną!
35:36— Dobry Boże, Cavidan, przestań… — jęknęła Naciye, chwytając się za pierś. Jej twarz stała się jeszcze bledsza
35:45— Mówię prawdę! Kuzey zabrał narzeczoną Leventa i uciekli razem! Jak złodzieje, w środku nocy! A może to Sila porwała Kuzeya? To jeszcze gorsze! Tak czy inaczej — efekt jest ten sam! Kuzey, mój zięć, zostawił swoją piękną, kochającą żonę i uciekł z jej własną siostrą! Czy to jest normalne?! Gdzie tu jest honor, gdzie przyzwoitość?
36:10— Cavidan, błagam cię, przestań krzyczeć — prosiła Naciye coraz słabszym głosem. — Sąsiedzi jeszcze usłyszą… Jeszcze będzie skandal…
36:21— Niech słyszą! — wrzasnęła Cavidan, a jej twarz poczerwieniała z gniewu. — Niech wszyscy się dowiedzą! Niech cała okolica wie, co się stało! Bezwstydna, zdradziecka Sila porwała męża mojej córki! To potwór w ludzkiej skórze!
36:38— Zamknij się! — rozległ się nagle z progu męski głos, mocny, głęboki i pełen lodowatego gniewu
36:47Wszystkie cztery kobiety odwróciły gwałtownie głowy. W wejściu do salonu stał Kuzey
36:54Był blady, zmęczony, na policzku miał zadrapanie, a jego ubranie było pogniecione i brudne
37:02Ale jego spojrzenie było twarde, pełne nagany, skierowane prosto w teściową.— Dalej, powiedz mi to prosto w twarz — rzucił, wchodząc do środka
37:14Każdy jego krok był ciężki, oskarżycielski. — Powtórz to. Kto jest zdradziecki i bezwstydny?
37:22Naciye zerwała się z kanapy i podbiegła do syna, obejmując go z bezgraniczną ulgą
37:29— Synku! Kuzey! Wróciłeś! — szepnęła, a łzy napłynęły jej do oczu. — Tak się martwiłam… Cavidan oskarżyła cię, że… że uciekłeś z Silą
37:41Kuzey delikatnie odsunął matkę i spojrzał na swoją żonę. — Czy Bahar też coś powiedziała? — zapytał, a jego głos był niebezpiecznie spokojny
37:51— Tak, Kuzeyu — potwierdziła cicho Yildiz, nie mogąc znieść tej atmosfery kłamstwa
37:59— Powiedziała dokładnie to samo, co jej matka. Że porzuciłeś ją i uciekłeś z Silą
38:06— To kłamstwo! Podłe kłamstwo! — wybuchła Bahar, zrywając się na równe nogi. Jej oczy miotały błyskawice
38:15— Nic takiego nie powiedziałam! Powiedziałam, że moja siostra i mój mąż nigdy by czegoś takiego nie zrobili! Dlaczego kłamiesz, Yildiz?! Dlaczego próbujesz nas skłócić?!
38:28— To prawda — odezwał się Kuzey, a jego słowa uciszyły wszystkich. — Gdybym chciał trzymać czyjąś dłoń, zrobiłbym to dumnie, w świetle dnia
38:39Bez żadnych gierek i ucieczek. Rozumiecie?.— Chcesz przez to powiedzieć, że w twoich myślach jest tylko Sila? — zapytała jadowicie Cavidan, nie dając za wygraną
38:51— Tak! — odpowiedział bez najmniejszego wahania, patrząc prosto na Bahar. — Myślę tylko o niej! Zależy mi tylko na Sili! I na nikim innym!
39:02Cavidan wydała z siebie okrzyk wściekłości i ruszyła gwałtownie w stronę drzwi. — Ja ją zabiję! Znajdę ją i powyrywam jej wszystkie kudły! Ta wiedźma rzuciła na ciebie urok!
39:15Kuzey jednym susem znalazł się przy niej i chwycił ją mocno za ramię, zatrzymując w miejscu
39:23— Zostaw mnie! Puść mnie! — wrzeszczała, próbując się wyrwać. — To ona podsuwa ci te wszystkie pomysły! To ona zatruła ci umysł! Wszystko to zaplanowała!
39:35— Dość! — grzmotnął Kuzey tak głośno, że nawet Cavidan zamilkła w pół słowa. — Dość tych bredni! Sila została porwana!
39:45W salonie zapadła grobowa cisza. Słowa te zawisły w powietrzu, ciężkie i niewiarygodne
39:53Bahar, Cavidan i Naciye wpatrywały się w niego z szeroko otwartymi oczami.— Ten drań, ten bydlak Levent ją porwał
40:03Szukałem ich całą noc. Wszędzie.— Kuzeyu… mój Boże… gdzie oni teraz są? Czy nic jej nie jest? — zapytała przerażona Yildiz
40:14— Nie wiem. Straciłem ich z oczu wczoraj. Wiem tylko jedno: życie Sili jest w śmiertelnym niebezpieczeństwie
40:23Ten człowiek to nie jest zwykły biznesmen. To przestępca.— Co? Jaki znowu przestępca? O czym ty mówisz? — zapytała Naciye z niedowierzaniem
40:34— Mamo, to oszust i morderca. W tym domu od miesięcy działy się złe rzeczy. Ktoś zastawiał na nas pułapki, próbował nas zniszczyć
40:44To był on. Levent.— Kto ci to wszystko powiedział, Kuzey? Skąd to wiesz? — zapytała cicho Bahar, a jej głos był ledwo słyszalny, jakby już znała odpowiedź i bała się ją usłyszeć
40:57Kuzey spojrzał na nią, a w jego oczach nie było litości. — Acelya — odpowiedział krótko i stanowczo
41:05Twarz Bahar straciła wszelkie kolory. Z jej ust wydobyło się ciche westchnienie. Nogi ugięły się pod nią, a jej ciało bezwładnie osunęło się z powrotem na fotel
41:17W salonie znów zapanowała cisza — tym razem nie była to cisza napięcia, ale cisza pełna przerażenia i świadomości nadciągającej katastrofy
41:28Sila drzemała niespokojnie na tylnym siedzeniu busa, ukołysana monotonnym ruchem pojazdu
41:36Jej głowa opierała się o zimną szybę, a spokojny, miarowy oddech kontrastował z napięciem, które nawet we śnie sprawiało, że jej ciało było napięte jak struna
41:48Levent prowadził pewnie i szybko, jedną ręką trzymając kierownicę, a drugą telefon przyciśnięty do ucha
41:57Droga przed nim była pusta, wiła się przez bezkresne pola i lasy, ale jego myśli były pełne chaosu, jak zatłoczona autostrada w godzinach szczytu
42:08— Musimy uciekać. Natychmiast. Przygotuj paszporty i wszystkie pieniądze, jakie masz — mówił cicho, ale stanowczo do słuchawki, co chwilę zerkając nerwowo we wsteczne lusterko, jakby spodziewał się pościgu
42:23— Tak, jest ze mną. Śpi. Jakoś ją przekonam, nie martw się o to. Obiecuję. Jeśli nie zabiorę ze sobą Sili, to albo sam umrę, albo Kuzey mnie zabije
42:36Nie ma innego wyjścia. Nie próbuj mnie zatrzymać, mamo. Kocham cię.Rozłączył się i rzucił telefon na siedzenie pasażera
42:45W tej samej chwili Sila poruszyła się i otworzyła oczy. Jej spojrzenie było zamglone, zdezorientowane, ale szybko nabrało ostrości
42:55Rozejrzała się, próbując zrozumieć, gdzie jest. Ostatnie, co pamiętała, to jego lodowaty szept w samochodzie
43:04Zobaczyła szybko przesuwający się za oknem krajobraz.— Levent? — zapytała cicho, a jej serce zaczęło bić szybciej
43:13— Gdzie ja jestem? Co się dzieje? Zatrzymaj się!.Levent spojrzał na nią przez lusterko, a na jego twarzy pojawił się szeroki, niepokojący, niemal szalony uśmiech
43:25— Obudziłaś się, kochanie? Dobrze. Wyjeżdżamy. Zaczynamy nowe życie. Daleko stąd
43:33Tylko ty i ja.Słowa te uderzyły ją jak policzek. Panika, którą tak długo tłumiła, wybuchła z niepowstrzymaną siłą
43:43Poderwała się z siedzenia, rzuciła do przodu i nie zważając na pędzący samochód, doskoczyła do fotela kierowcy
43:52Zaczęła go szarpać za ramię, za płaszcz, próbując zmusić go do zatrzymania. — Zatrzymaj się! Słyszysz?! Wypuść mnie! Nigdzie z tobą nie pojadę! Jesteś potworem! — krzyczała, a jej głos był pełen paniki i wściekłości
44:08Levent zacisnął zęby, próbując utrzymać kontrolę nad kierownicą. Samochód zaczął niebezpiecznie wężykować po drodze
44:17Wiedział, że nie ma wyboru. Musiał zatrzymać pojazd, zanim dojdzie do tragedii. Wcisnął gwałtownie hamulec
44:26Bus zatrzymał się z piskiem opon na poboczu polnej drogi. Zanim Levent zdążył się odwrócić, Sila już otworzyła boczne drzwi i wybiegła na zewnątrz, pędząc przed siebie, ile sił w nogach, w stronę odległego lasu
44:41Ale Levent był tuż za nią. Wysportowany, szybszy, dopadł ją po kilkudziesięciu metrach, chwytając mocno za ramię
44:51— Zostaw mnie! Puszczaj! Nienawidzę cię! — krzyczała, wyrywając się, drapiąc go i uderzając
44:59— Sila, uspokój się! Posłuchaj mnie! — próbował ją unieruchomić. — Przecież mieliśmy wziąć ślub
45:07Kocham cię. Nie mogę cię zostawić. Będziesz moją żoną, rozumiesz? Moją!.— Nigdy! Nie chcę ciebie ani twoich brudnych kłamstw! Wszystko wiem!
45:18Levent zatrzymał się, zaskoczony jej stanowczością i słowami. Puścił ją. — Kłamstw? — powtórzył, a jego głos zadrżał niepewnie
45:29— Co ty wiesz? Czy Kuzey ci coś powiedział? Ten drań naopowiadał ci bzdur, prawda?
45:36— Dość! — wykrzyknęła, odpychając go z całych sił. Stała przed nim, dysząc ciężko, z płonącymi policzkami i oczami pełnymi pogardy
45:47— Nie potrzebuję Kuzeya, żeby poznać prawdę. Widziałam nagranie, Levent. Widziałam je na twoim telefonie
45:56Widziałam, jak całujesz Bahar. Moją siostrę. W twoim gabinecie. Teraz wiem wszystko! Wiem, kim jesteś!
46:05Levent zamarł, jakby rażony piorunem. Jego twarz straciła cały kolor, a oczy rozszerzyły się w bezradnym zdumieniu i przerażeniu
46:15Wszystkie jego plany, wszystkie kłamstwa, cała misternie budowana fasada runęła w jednej chwili
46:23Sila stała przed nim, już nie przestraszona, bezbronna ofiara. Stała silna, świadoma, gotowa walczyć o swoje życie i swoją wolność
46:34A on po raz pierwszy w życiu nie wiedział, co ma powiedzieć