
W sobotni poranek, 3 stycznia, mieszkańcy Caracas – stolicy Wenezueli – zostali obudzeni przez serię głośnych eksplozji. Jak informują międzynarodowe agencje prasowe, wybuchom towarzyszyły dźwięki nisko lecących samolotów. Według doniesień agencji Reuters, w południowej części miasta, w rejonie znajdującym się w pobliżu instalacji wojskowych, doszło również do rozległej awarii prądu.
Associated Press przekazała, że świadkowie słyszeli co najmniej siedem silnych detonacji, a nad miastem krążyły samoloty lecące na niewielkiej wysokości. Również ekipa CNN przebywająca na miejscu potwierdziła kilka wybuchów. Pierwszy z nich miał miejsce około godziny 1:50 czasu lokalnego.
— Jeden z wybuchów był tak potężny, że zadrżały szyby w moim mieszkaniu — relacjonowała korespondentka CNN Osmary Hernández.
Po eksplozjach w wielu dzielnicach Caracas zapanowały ciemności. Dziennikarze obecni w stolicy informowali o braku zasilania oraz o nieustannym huku samolotów przelatujących nad miastem, co dodatkowo potęgowało atmosferę niepokoju.
Media przypominają, że prezydent Stanów Zjednoczonych Donald Trump już wcześniej wielokrotnie sugerował możliwość użycia siły militarnej wobec Wenezueli. Amerykańska administracja miała rozważać takie działania w kontekście walki z przemytem narkotyków oraz nielegalną migracją. Jesienią Trump zapowiadał, że USA są gotowe do podjęcia zdecydowanych kroków, a nawet udzielił uprawnień CIA do prowadzenia operacji na terenie Wenezueli.
Na ten moment władze nie podały oficjalnych informacji na temat przyczyn eksplozji ani ewentualnych ofiar. Sprawa jest rozwojowa, a kolejne komunikaty mają pojawić się w najbliższym czasie.