
Tragedia wstrząsnęła okolicami Olsztyna. 12-letni Krzyś, pełen pasji młody piłkarz, zginął potrącony na przejściu dla pieszych. Sprawcą okazał się 75-letni kierowca, Roman J. Sprawa od początku budziła ogromne emocje – zarówno ze względu na okoliczności wypadku, jak i późniejsze zachowanie oskarżonego oraz przebieg procesu sądowego.
Do dramatycznego zdarzenia doszło 28 maja 2024 roku. Krzyś jak co dzień szedł do szkoły – z plecakiem na ramionach i piłką pod pachą. Po lekcjach miał trening w swoim klubie UKS Frendo Dywity. Chłopiec przechodził przez wyraźnie oznakowane pasy między Wadągiem a Słupami. W tym samym czasie Roman J. jechał nissanem. Nie zwolnił, nie zahamował. Uderzenie było tak silne, że osobiste rzeczy dziecka odnajdywano jeszcze kilka dni później w znacznej odległości od miejsca wypadku.
Matka chłopca, Magdalena B., ze łzami opowiadała w sądzie o stanie, w jakim znajdowało się ciało jej syna. Krzyś trafił do szpitala, gdzie przez kilka dni lekarze walczyli o jego życie. Zmarł 5 czerwca – niespełna dwa tygodnie przed swoimi urodzinami. Jego sportowe marzenia zostały brutalnie przerwane.
Śmierć dziecka poruszyła całą lokalną społeczność. Klub piłkarski pożegnał swojego zawodnika, odwołano zaplanowane wydarzenia, a na pogrzeb przyszły tłumy. Podczas ceremonii duchowny mówił o Krzysiu jako o chłopcu, który potrafił rozjaśniać innym dzień i który – jak podkreślał – „teraz gra już na najpiękniejszych boiskach”.
Śledztwo i proces tylko pogłębiały ból rodziny. Roman J. długo nie przyznawał się do winy, domagał się nawet zwrotu prawa jazdy. Dopiero w trakcie rozprawy przyznał, że nie zauważył dziecka. Jego późniejsze słowa i zachowanie wzbudzały oburzenie bliskich Krzysia. Matka chłopca wycofała się z życia zawodowego, a na sali sądowej trzymała plecak syna – zabrudzony i rozdarty – jak najcenniejszą pamiątkę.
W maju 2025 roku Sąd Rejonowy w Olsztynie orzekł wobec Romana J. karę roku więzienia w zawieszeniu, zakaz prowadzenia pojazdów oraz nawiązkę finansową. Rodzina, choć zdruzgotana, początkowo nie komentowała wyroku. Gdy jednak oskarżony ponownie zaczął przedstawiać się jako ofiara, rodzice zdecydowali się na apelację.
Jesienią zapadła nowa decyzja. Sąd Okręgowy zmienił wyrok – rok pozbawienia wolności bez zawieszenia. W uzasadnieniu podkreślono, że chłopiec prawidłowo przechodził przez pasy, a kierowca bez żadnego uzasadnienia nie zatrzymał się, doprowadzając do nieodwracalnej tragedii. Kara miała odzwierciedlać zarówno winę sprawcy, jak i ogrom społecznej szkodliwości czynu.
Roman J. nie pojawił się na ogłoszeniu wyroku. Nie spojrzał w oczy rodzicom Krzysia. Dla nich sprawiedliwość przyszła zbyt późno – syna i tak nic już nie przywróci.