
Do tej dramatycznej tragedii doszło w niedzielę, 21 grudnia, w Ziębicach na Dolnym Śląsku. Tego dnia Iwona i Krystian, oboje w wieku 31 lat, wybrali się na ostatnie przedświąteczne zakupy. Ich podróż zakończyła się jednak tragicznie – samochód marki Kia został staranowany przez pociąg jadący z Pragi do Gdyni Głównej, rozpędzony do około 120 km/h. W chwili zderzenia rogatki na przejeździe kolejowym były podniesione.
Ratownicy, którzy przybyli na miejsce, zastali jedynie kompletnie zniszczony wrak auta oraz ciała dwojga młodych ludzi. Iwona i Krystian nie mieli żadnych szans na przeżycie – zginęli na miejscu. Skład kolejowy zatrzymał się dopiero kilkaset metrów dalej.
— To była ostatnia niedziela przed świętami, mieli tylko szybko zrobić zakupy. Babcia Michalinki mówiła, żeby zostawili ją w domu, że będzie szybciej… Mieli wrócić około piętnastej — wspomina brat Iwony, Sebastian Sikorski, w rozmowie z mediami.
O tragedii dowiedział się najpierw z internetu. Początkowo nie przypuszczał, że ofiarami są jego siostra i szwagier.
— Pokazałem kolegom w pracy informację o wypadku, mówiąc, jaka to straszna tragedia przed świętami. Po niespełna pół godzinie zadzwonił tata. Po jego głosie już wiedziałem… — relacjonuje.
— Do końca nie mogłem w to uwierzyć. Układali sobie życie, cieszyli się nowym domem, który powstał zaledwie kilka tygodni wcześniej. Zostało tylko wykończenie. To okrutne, jak niesprawiedliwe potrafi być życie — dodaje.
Kluczowym pytaniem, na które muszą odpowiedzieć śledczy, jest to, dlaczego w momencie tragedii zapory były podniesione, a sygnalizacja nie ostrzegała przed nadjeżdżającym pociągiem.
Rzecznik Prokuratury Okręgowej w Świdnicy, prok. Mariusz Pinder, poinformował, że wszczęto postępowanie, które wstępnie zakwalifikowano jako nieumyślne spowodowanie katastrofy w ruchu kolejowym. Wiadomo, że maszynista był trzeźwy. Sprawdzane są natomiast zapisy z lokomotywy oraz nagrania z monitoringu.
— Analizujemy działanie sygnalizacji i zabezpieczyliśmy wszystkie dostępne nagrania. Ustalamy również świadków zdarzenia. To dopiero początkowy etap śledztwa — przekazał prokurator.
Równolegle swoje dochodzenie prowadzi komisja kolejowa. Jak informuje PKP PLK, przejazd był wyposażony w automatyczny system zamykania zapór, dlatego kluczowe będzie ustalenie, czy doszło do awarii technicznej, czy zaniedbania ze strony człowieka. Mieszkańcy Ziębic od dawna zwracali uwagę na problemy z działaniem rogatek i sygnalizacji w tym miejscu.
Osierocona dwuletnia Michalinka, córka Iwony i Krystiana, jest dzieckiem niesłyszącym. Ma za sobą pierwszą operację wszczepienia implantu ślimakowego, a przed nią kolejne leczenie i intensywna rehabilitacja. Dziewczynka wymaga stałej terapii oraz stabilnego, spokojnego otoczenia – szczególnie teraz, po stracie rodziców.
Opiekę nad dzieckiem przejęli dziadkowie ze strony mamy. To oni, mimo własnej żałoby, starają się zapewnić wnuczce poczucie bezpieczeństwa i ciągłość leczenia. Stowarzyszenie ORaToR uruchomiło zbiórkę, z której środki mają pomóc w wychowaniu Michalinki i finansowaniu dalszej terapii.
Śledztwo w sprawie tragedii trwa, a odpowiedź na pytanie, co naprawdę zawiodło na przejeździe kolejowym w Ziębicach, ma dopiero nadejść.