
Pod koniec ubiegłego roku media obiegła zaskakująca wiadomość o tym, że Viki Gabor wyszła za mąż za Giovanniego Trojanka. O całym wydarzeniu jako pierwszy opowiedział dziadek pana młodego, Bogdan Trojanek, który chętnie dzielił się szczegółami z dziennikarzami.
Jak tłumaczył, ceremonia odbyła się zgodnie z romską tradycją i zasadami obowiązującymi w tej społeczności. Zakochani mieli „uciec” razem, podobnie jak robili to ich przodkowie. Od tego momentu – jak podkreślał – Giovanni stał się częścią rodziny Viki, a ona została przyjęta do jego bliskich.
Bogdan Trojanek pojawiał się później w kolejnych programach telewizyjnych, zdradzając m.in., że przed młodą parą stoi jeszcze organizacja hucznego, kilkudniowego wesela. W jednym z wywiadów wyznał jednak coś, co wywołało kolejną falę emocji – rodzice Viki nie wiedzieli o planach ślubu.
Jak przyznał, decyzja młodych była tajemnicą niemal dla wszystkich, także dla najbliższych. W efekcie wokół romskiego ślubu 18-letniej gwiazdy narosło ogromne zamieszanie. Sama Viki Gabor najwyraźniej miała tego dość – usunęła zdjęcia z Instagrama i na jakiś czas zniknęła z mediów społecznościowych.
W rozmowie z Eską dała jednak upust emocjom, podkreślając, że nie zamierza nikomu tłumaczyć się ze swojej kultury ani prywatnych decyzji. Później zapadła cisza.
Nie minęły nawet dwa tygodnie, gdy sytuacja ponownie się zmieniła. Viki wróciła do sieci i opublikowała nowe zdjęcia, nie odnosząc się jednak wprost do plotek. Pod fotografiami zamieściła jedynie krótkie, ale znaczące słowo: „OK.”.
Choć wpis był lakoniczny, wywołał spore poruszenie. Na zdjęciach artystka pozowała sama, siedząc na kanapie w futrze i kozakach. Fani cieszyli się z jej powrotu, ale szybko zaczęli pytać o męża i jego nieobecność.
Internauci dopytywali, gdzie jest Giovanni i dlaczego nie pojawia się u jej boku. Viki nie odniosła się jednak do tych komentarzy. Wszystko wskazuje na to, że jej mąż woli pozostać z dala od medialnego zgiełku i nie występować w social mediach.