
Wnętrze kościoła wypełniała cisza i skupienie. Na środku ustawiono prostą, drewnianą konstrukcję pogrzebową, na której spoczywała urna z prochami zmarłego. Wokół niej ułożono wieńce i bukiety z jasnych, kremowych róż, a obok postawiono fotografię starszego mężczyzny o pogodnym spojrzeniu i eleganckim wyglądzie. Tak żegnano pana Lecha – najstarszego taksówkarza w Giżycku, który stracił życie w dramatycznych okolicznościach w noc sylwestrową.
Tragiczne wydarzenia wstrząsnęły lokalną społecznością. Pan Lech od dekad był związany z zawodem – kursy wykonywał nieprzerwanie od początku lat 80., a w połowie lat 90. współtworzył pierwszą sieć radio taxi w mieście. Dla wielu był nie tylko kolegą z pracy, ale symbolem uczciwości i gotowości do pomocy. Środowisko taksówkarzy pogrążyło się w żałobie.
Jak ustalono, jego pojazd zwrócił uwagę przechodniów, gdy poruszał się w nienaturalny sposób po ulicach miasta. Po interwencji służb odkryto, że kierowca był ciężko ranny. Niestety, mimo szybkiej reakcji, odniesione obrażenia okazały się śmiertelne.
Śledztwo wykazało, że za atakiem stał pasażer, który wcześniej zamówił przejazd poza miasto. Mężczyzna został zatrzymany i usłyszał zarzut zabójstwa. Decyzją sądu trafił do tymczasowego aresztu.
Podczas uroczystości pogrzebowych kościół wypełnili bliscy, przyjaciele oraz liczni przedstawiciele środowiska taksówkarskiego. W poruszających słowach pożegnano człowieka, który – jak wspominała rodzina – kochał ludzi i życie, a do samego końca wierzył w dobro.
Po ceremonii koledzy zmarłego w symboliczny sposób zaprotestowali przeciw przemocy, oddając hołd zamordowanemu współpracownikowi.