
Na początku grudnia kobieta, będąca w 14. tygodniu ciąży, trafiła do Szpitala Świętej Rodziny przy ul. Madalińskiego w Warszawie na planowy, rutynowy zabieg związany z utrzymaniem ciąży. Samo wykonanie procedury przebiegło bez komplikacji. Dramat rozegrał się później — w trakcie wybudzania pacjentki z narkozy.
Wtedy, jak wynika z dotychczasowych ustaleń, doszło do tragicznego błędu. Stan ciężarnej gwałtownie się pogorszył po założeniu maski z gazem, a kobieta została w ciężkim stanie przetransportowana do szpitala MSWiA przy ul. Wołoskiej. Tam przez kilka dni walczono o jej życie, jednak mimo wysiłków lekarzy 31-latka zmarła.
Coraz więcej wskazuje na to, że zamiast tlenu pacjentce podano inny gaz — najprawdopodobniej podtlenek azotu, potocznie nazywany gazem rozweselającym. Zastosowany w niewłaściwym stężeniu lub ilości może prowadzić do poważnego niedotlenienia, a w skrajnych przypadkach do śmierci. Okoliczności tragedii bada obecnie prokuratura.
Mąż zmarłej w rozmowie z mediami podkreślał, że nic nie zapowiadało dramatu. Zabieg miał polegać na założeniu szwu na szyjce macicy, co było konieczne ze względu na wcześniejsze doświadczenia pary — ich pierwsze dziecko przyszło na świat jako skrajny wcześniak w 24. tygodniu ciąży.
— Jechaliśmy do szpitala spokojni, bez strachu. Ostatnią wiadomość od żony dostałem tuż przed zabiegiem. Potem poinformowano mnie, że wszystko przebiegło dobrze, ale wystąpiły problemy po znieczuleniu. Gdy usłyszałem o transporcie do innego szpitala, poczułem, że coś jest nie tak — relacjonował pan Hubert.
Dopiero w placówce przy ul. Wołoskiej dowiedział się, że jego żona znajduje się w śpiączce i jest podłączona do respiratora. Początkowo lekarze zapowiadali próbę jej wybudzenia, jednak ostatecznie do niej nie doszło. Mężczyzna twierdzi, że nie otrzymywał pełnych informacji o stanie zdrowia żony.
— Dziś mam wrażenie, że nie mówiono nam całej prawdy — przyznaje. Początkowo sugerowano awarię sprzętu, jednak szczegóły pozostawały niejasne. Dopiero później rodzina dowiedziała się o możliwej zamianie instalacji gazowych.
— Tlen był podłączony do gniazda z podtlenkiem azotu, a podtlenek azotu do gniazda z tlenem — powiedział mąż zmarłej.
Kalina osierociła dwuletniego synka. Dzień przed Wigilią, 23 grudnia, zapadła decyzja o odłączeniu jej od aparatury podtrzymującej życie.
— Nie chodzi mi o szukanie winnych za wszelką cenę. Chcę, żeby prawda wyszła na jaw i żeby nikt inny nie musiał przeżywać takiej tragedii — podkreśla pan Hubert.