
Yaman kontra Korcan: Zazdrość, list i… pierścionek Nany!.Gdy Yaman odkrywa w swoim portfelu list od Nany, jego serce zaczyna bić szybciej niż sam chciałby przyznać
0:22Ale kiedy widzi ją w domu Korcana… z pierścionkiem na palcu — wybucha. Między nimi dochodzi do najbardziej emocjonalnej kłótni od początku ich znajomości
0:34Słowa padają ostre jak nóż, a Nanie brakuje tylko jednego zdania, by wyznać prawdę do końca…
0:43Tymczasem Ayşe staje przed najtrudniejszym wyborem: pozwolić, by rany z przeszłości pokierowały jej życiem, czy zrobić krok ku miłości, która może nareszcie ją uratować? Jedno spontaniczne działanie w gabinecie Ferita zmieni wszystko — dla nich obojga
1:01A gdy Yaman już ma wyruszyć na lotnisko… decyzja Nany i kilka zdań zapisanych na kartce sprawiają, że zawraca
1:11Ale czy nie jest już za późno, by naprawić to, co pękło między nimi?.W tym odcinku miłość nie szepcze
1:20Krzyczy.A serca bohaterów są jak lont — wystarczy iskra.„Dziedzictwo” – Odcinek 735 – Streszczenie streszczenie
1:31Cisza w rezydencji Kırımlı była ciężka i nienaturalna, jak powietrze przed burzą. Każdy kąt, każdy mebel zdawał się nasiąknięty niewypowiedzianym napięciem, echem decyzji, która miała na zawsze odmienić ich świat
1:47Yaman wyjeżdżał. To jedno słowo, rzucone jak kamień w spokojną toń wody, tworzyło kręgi niepokoju, które rozchodziły się po całym domu, dotykając każdego z jego mieszkańców
2:01Ale najmocniej, najboleśniej uderzały w Nanę.Siedziała w swoim pokoju, a jej palce bezwiednie przesuwały się po gładkiej powierzchni drewnianego stołu
2:13Próbowała skupić się na czymkolwiek – na wzorze na dywanie, na tańczących za oknem liściach, na cichym tykaniu zegara – ale jej myśli uparcie wracały do niego
2:25Do Yamana. Do jego surowego spojrzenia, które potrafiło zmrozić krew w żyłach, ale i do tych rzadkich, ulotnych chwil, kiedy w jego oczach pojawiał się błysk czegoś cieplejszego, czegoś, co dawało jej absurdalną nadzieję
2:41Jak mogła pozwolić mu tak po prostu odejść? Jak mogła stać z boku i udawać, że to nic dla niej nie znaczy? Każda komórka jej ciała krzyczała w proteście
2:53To nie było zwykłe pożegnanie. To była kapitulacja. Poddanie się losowi, który zdawał się czerpać przyjemność z ich rozdzielania
3:04Nana wiedziała, że nie potrafi. Nie potrafiła być obojętna, nie potrafiła być cicho
3:12Duma, która tak często była jej tarczą, teraz wydawała się bezużyteczną, ciężką zbroją
3:21Wstała gwałtownie, podchodząc do biurka. Musiała coś zrobić. Słowa, których nie była w stanie wypowiedzieć na głos, musiały znaleźć inne ujście
3:33Jej dłonie, lekko drżące, odnalazły czystą kartkę papieru i pióro. Przez chwilę wpatrywała się w biel kartki, która zdawała się kpić z pustki w jej sercu
3:46Co mu napisać? Jak ubrać w słowa ten chaos, który w niej panował?.Postanowiła, że nie będzie szukać wielkich, poetyckich fraz
3:57Nie będzie budować skomplikowanych metafor. Napisze prosto z serca. Krótko, prosto, ale szczerze
4:06Tak, by nie mógł zarzucić jej manipulacji. Tak, by zrozumiał, że to nie gra, nie strategia, a czysta, destylowana prawda jej uczuć
4:18Pochyliła się nad kartką, a czarny atrament zaczął formować litery, które były jak krople jej duszy
4:27Nie lubię pożegnań.Zaczęła od tego, co było najprawdziwsze. Nienawidziła tego uczucia ostateczności, tego brutalnego zamykania rozdziałów
4:38Może cię to nie obchodzi, ale będę czuła się źle. Dlatego najlepiej nie wyjeżdżaj
4:45To było dziecinnie proste, niemal naiwne, ale właśnie w tej prostocie tkwiła siła
4:53To nie była prośba kogoś, kto rości sobie do niego prawa. To był apel kogoś, komu będzie po prostu, po ludzku, źle
5:04Wiem, że mnie nie posłuchasz, ale tutaj jest twoje miejsce.Musiała mu to uświadomić
5:12Może w zgiełku przygotowań, w gniewie i determinacji, zapomniał o korzeniach, które wrosły w tę ziemię tak głęboko
5:22Twoja rodzina – siostra Adalet, Cenger, Aynur, ciocia Akca. Yusuf.Wymieniła ich imiona jak mantrę, jak zaklęcie, które miało go zatrzymać
5:35Każde imię było kotwicą, która powinna go trzymać w tej przystani. A na końcu, po krótkim zawahaniu, dodała to, co było najtrudniejsze i najważniejsze
5:48I ja.Jedno krótkie słowo, które znaczyło wszystko. Postawiła siebie na końcu, nieśmiało, ale stanowczo, dołączając do kręgu ludzi, dla których był całym światem
6:01Wszyscy będziemy za tobą tęsknić.Skończyła. Przeczytała list jeszcze raz, a w jej oczach zalśniły łzy
6:10Był idealny w swojej niedoskonałości. Był jej kawałkiem serca na papierze. Starannie złożyła zadrukowaną kartkę na pół, a potem jeszcze raz
6:22Maleńki kwadracik papieru pulsował w jej dłoniach jak żywa istota. Teraz czekała ją najtrudniejsza część
6:31Musiała umieścić go tak, by znalazł go przed wyjazdem. Być może. jeszcze się zawaha
6:39Ta jedna, mała iskierka nadziei paliła się w niej jasno i mocno.Wiedziała, gdzie Yaman trzyma swój portfel
6:48Zawsze w tej samej, wewnętrznej kieszeni marynarki. Czekała na odpowiedni moment, na chwilę, gdy zostanie ona sama w jego gabinecie
6:59Serce waliło jej jak młotem, gdy z duszą na ramieniu wślizgnęła się do pokoju pachnącego jego perfumami
7:08Znalazła marynarkę przewieszoną przez oparcie fotela. Jej palce z namaszczeniem dotknęły szorstkiego materiału, a potem, szybkim, niemal niezauważalnym ruchem, wsunęła złożony list do skórzanego portfela
7:23Czuła się jak złodziejka, ale wiedziała, że to, co próbuje ukraść, to nie pieniądze, a chwila jego uwagi, ułamek jego serca
7:34To było ryzykowne. Gdyby ją przyłapał, jego gniew byłby niewyobrażalny. Ale strach przed jego złością był niczym w porównaniu z przerażającą perspektywą jego nieobecności
7:47Ważniejsze było, by spróbować. By móc kiedyś spojrzeć w lustro i powiedzieć sobie: „Zrobiłam wszystko, co mogłam”
7:57W tym samym czasie, w innej części miasta, Nedim trzymał w dłoni telefon, który wydawał mu się cięższy niż sztabka ołowiu
8:07Wybierał numer, który znał na pamięć, numer, który jeszcze do niedawna budził w nim jedynie szacunek i lojalność
8:17Teraz jednak, każde wciśnięcie cyfry było jak akt zdrady. Ale musiał to zrobić. Yahyaoğlu nie dawał mu wyboru
8:27Sygnał w słuchawce był długi i nerwowy. Nedim już myślał, że Yaman nie odbierze, gdy nagle usłyszał ten znajomy, niski, nieznoszący sprzeciwu głos
8:39– Słucham. – Yamanie, masz chwilę? – zaczął Nedim, starając się, by jego głos brzmiał naturalnie i spokojnie
8:49– Muszę z tobą porozmawiać. Cisza po drugiej stronie była wymowna. Yaman nie lubił, gdy marnowano jego czas
8:58– O czym? – padło w końcu krótkie, ostre pytanie. – Nie zajmę ci dużo czasu. To coś, czego nie lubię załatwiać przez telefon… ale chodzi o dzieci
9:10– Nedim wziął głęboki oddech, uruchamiając przygotowaną wcześniej historię. Każde słowo było starannie wyważone, by brzmiało autentycznie
9:21– Od dłuższego czasu odwiedzam jedną z biedniejszych dzielnic. Wiesz, jak jest. Staram się coś zdziałać, pomóc, choćby w małym zakresie, z własnej kieszeni
9:34Ale potrzeby są ogromne. Dzieciaki biegają głodne, brakuje im podstawowych rzeczy
9:42To łamie serce. Ponownie zapadła cisza. Nedim czuł, jak kropla potu spływa mu po skroni
9:51Czy Yaman mu uwierzył? – I co w związku z tym? – głos Kırımlı był pozbawiony emocji, chłodny jak stal
10:00– Pomyślałem, że mógłbym przekazać środki przez fundację Nany. Stworzyć jakiś program wsparcia dla najmłodszych
10:10Ona ma dobre serce, ludzie jej ufają. To byłoby czyste, transparentne. Chciałem ci przedstawić plan
10:19Jeśli zgodzisz się na spotkanie, mogę podjechać jeszcze dziś. Zależy mi na czasie
10:27Nedim wstrzymał oddech, czekając na odpowiedź. To był kluczowy moment. Musiał zwabić Yamana w pułapkę
10:36– Wyjeżdżam – uciął krótko Yaman, a jego słowa były jak trzaśnięcie drzwiami. – Dam ci znać, kiedy wrócę
10:45Połączenie zostało przerwane. Nedim przez chwilę wpatrywał się w ekran telefonu z mieszaniną ulgi i niepokoju
10:55Yaman nie dał się złapać od razu, ale przynajmniej nie wyczuł podstępu. Nedim natychmiast wybrał kolejny numer, tym razem do Idrisa Yahyaoğlu
11:06– Rozmawiałem z Kırımlım – zameldował. – I co? Połknął haczyk? – w głosie Idrisa słychać było niecierpliwość
11:16– Nie do końca. Mówi, że wyjeżdża. Ale to nie ma znaczenia – odparł Nedim, chcąc pokazać swoją pewność siebie
11:26– Mój plan jest dopracowany. Nie ma opcji, żeby nie zadziałał. Jeśli coś pójdzie nie tak, to tylko i wyłącznie przez twoje błędy
11:37Rozdałeś pieniądze tym rodzinom z dzielnicy, tak jak prosiłem? – Zrobiłem, co kazałeś – warknął Idris
11:46– To dobrze. Bo jeśli Yaman jeszcze nie uwierzył w moje szlachetne intencje, wystarczy, że pojedzie to sprawdzić
11:55Zobaczy biedę, usłyszy o anonimowym darczyńcy i zrozumie, że mówię prawdę. Wtedy wejdzie prosto w nasze ręce
12:05Musisz tylko być cierpliwy. Idris milczał po drugiej stronie, ale Nedim czuł jego podejrzliwość
12:13Czuł, że za jego plecami zaczyna się dziać coś niepokojącego, że jest tylko pionkiem w grze o wiele większej, niż mu się wydawało
12:23Ale na razie musiał grać swoją rolę. Musiał doprowadzić plan do końca.Z dala od intryg i pożegnań, w innej części Stambułu, Ferit prowadził samochód uliczkami, które pamiętały jego dzieciństwo
12:38Każdy zakręt, każdy budynek, każdy zapach był dla niego jak wehikuł czasu. Zabrał Ayşe do swojej rodzinnej dzielnicy, miejsca, które go ukształtowało, złamało i ostatecznie stworzyło
12:53Chciał jej pokazać coś, czego nie dało się wyrazić słowami w żadnym innym miejscu
13:01Chciał pokazać jej samego siebie, bez maski playboya, bez policyjnej odznaki.Zatrzymał samochód przy starym, obdrapanym murku, porośniętym mchem
13:13Wysiedli, a Ferit oparł się o chłodny kamień, wpatrując się w znajome zaułki. – Wszystko zaczęło się tutaj – powiedział cicho, a jego głos był inny, bardziej kruchy
13:26– Pamiętam to jak dziś. Siedziałem na tym murku, a obok mnie usiadła dziewczynka
13:34Pierwsza dziewczyna, którą poznałem. Miała na imię Şerif. Jej włosy… przypominały włosy mojej mamy
13:43Były takie same, ciemne i lśniące. I miała ten sam uśmiech… Zamilkł na chwilę, a w jego oczach pojawił się cień dawnego bólu
13:54Ayşe słuchała w skupieniu, nie śmiąc mu przerwać. Czuła, że jest świadkiem czegoś niezwykle intymnego
14:03– Moja mama odeszła, kiedy byłem mały. Tęskniłem za nią tak bardzo, że kiedy zobaczyłem ten uśmiech u kogoś innego, zapragnąłem, żeby był tylko dla mnie
14:15Miałem dziesięć lat. Cały dzień zbierałem się na odwagę. W końcu, kiedy już miała iść, uśmiechnąłem się do niej pierwszy
14:25I ona odpowiedziała uśmiechem. Wtedy zrozumiałem, że mój uśmiech to klucz. Klucz do ludzi
14:33Do ich uwagi. Do akceptacji, której tak bardzo mi brakowało. Jego spojrzenie błądziło po okolicy, jakby szukało duchów przeszłości
14:44– Mój ojciec… on był oszustem. Kłamał, kradł pieniądze, niszczył ludziom życie. Wstydziłem się go
14:53Nienawidziłem go za to. A ja? Ja byłem taki sam jak on, tylko kradłem coś zupełnie innego
15:02Kradłem uwagę i uczucia kobiet. Każda nowa zdobycz była jak plaster na ranę po matce, jak dowód, że nie jestem taki jak ojciec
15:13Szukałem kogoś, kto naprawdę będzie mnie kochał. Kogoś innego niż on. Ale w żadnej z tych kobiet nie znalazłem miłości, która potrafiłaby wypełnić tę cholerną pustkę we mnie… Ferit odwrócił się w stronę Ayşe
15:24Jego oczy były pełne emocji, których nigdy wcześniej u niego nie widziała. Jego głos zmiękł, stał się szeptem – …aż do dnia, kiedy pojawiłaś się ty. Zbliżył się do niej o krok. Powietrze między nimi zgęstniało
15:39– Ayşe… Już przy pierwszym spojrzeniu, tamtego dnia na komisariacie, wiedziałem, że to ty
15:48Nie wiem jak, nie wiem dlaczego. Ale to ty skradłaś moje serce. Naprawdę je skradłaś, a ja nawet nie próbowałem go odzyskać
15:56Słowa zawisły w powietrzu, potężne i nieodwołalne. To nie była kolejna tania sztuczka
16:06To była najprawdziwsza, najbardziej bolesna spowiedź jego życia.Jakiś czas później Ayşe siedziała samotnie na ławce w parku
16:14Słońce delikatnie ogrzewało jej twarz, ale ona myślami była daleko, wciąż przetwarzała wyznanie Ferita
16:24Bezmyślnie głaskała bezpańskiego psa, tego samego, którego dzień wcześniej głaskała razem z nim
16:33Jego sierść była miękka i ciepła, a jego ciche mruczenie było jedynym dźwiękiem, który do niej docierał
16:42Nagle obok niej zatrzymała się kobieta. Była elegancka, pewna siebie, a w jej oczach czaił się błysk, którego Ayşe nie potrafiła odczytać
16:51– Wyglądasz na zmęczoną – odezwała się nieznajoma z nutą fałszywego współczucia. – Prowadzę tu bar, niedaleko
17:03Chodź, poczęstuję cię ziołową herbatą. Dobrze ci zrobi. – Nie, dziękuję. Nie chcę – odpowiedziała oschle Ayşe, nie mając ochoty na rozmowę
17:12Kobieta jednak nie dawała za wygraną. Usiadła obok niej, jakby były starymi znajomymi
17:24– To przez Ferita, prawda? – zapytała, a jej głos był teraz pełen zrozumienia. – Przykro mi
17:32Widać po tobie, że nie masz jeszcze doświadczenia. Od razu poznałam po twoim spojrzeniu – jesteś w nim zakochana po uszy
17:40– Nie jestem… Ja tylko… – zaczęła się bronić Ayşe, ale kobieta jej przerwała. – Ferit już taki jest – westchnęła, jakby mówiła o nieprzewidywalnym zjawisku pogodowym
17:50Przedstawiła się jako Gonca, dawna znajoma Ferita. – Pojawia się i znika. Sam o sobie mówi, że jest jak kormoran – przylatuje, narobi zamieszania i odlatuje
18:03Nie zostaje na dłużej w jednym miejscu. Nie jesteś pierwsza i, uwierz mi, na pewno nie ostatnia
18:16Wiesz, przez siedem lat nie zadzwonił do mnie ani razu. A wszystko przez jego byłą żonę
18:25To ona go tak zmieniła. Z beztroskiego kobieciarza stał się… kimś zupełnie innym, zamkniętym w sobie
18:33Gonca spuściła wzrok, udając smutek. – Rozwiedli się, a mimo to nic się nie zmieniło
18:42On nadal ją kocha. W głębi serca wciąż na nią czeka. Dlatego nie masz u niego szans
18:50Przykro mi, że musisz to słyszeć ode mnie, ale lepiej teraz niż później. Ayşe przez chwilę milczała, wpatrując się w kobietę
18:58Słowa Goncy, które miały ją zranić i zasiać zwątpienie, zadziałały zupełnie inaczej
19:09Połączyły się z wyznaniem Ferita i ułożyły w całość, której Gonca nie mogła zrozumieć
19:17Na twarzy Ayşe pojawił się szeroki, zaskakująco pogodny uśmiech. Spojrzała prosto w oczy swojej rozmówczyni
19:25– Jest coś, o czym ty nie wiesz – powiedziała spokojnie, a jej głos był pewny i czysty
19:35– Jego była żona też wciąż go kocha. Gonca zamrugała, kompletnie zbita z tropu. Nie spodziewała się takiej odpowiedzi
19:43Ayşe wstała, pogłaskała psa na pożegnanie i odeszła, zostawiając za sobą zdezorientowaną kobietę
19:53Wiedziała już, co musi zrobić.Nie wahała się ani chwili. Pojechała prosto na komisariat, a jej serce biło w rytm nowej, odnalezionej pewności
20:02Weszła do środka jak burza, ignorując zdziwione spojrzenia kolegów. Podeszła prosto do gabinetu Ferita i otworzyła drzwi bez pukania
20:14Siedział za biurkiem, pogrążony w papierach, zamyślony. Podniósł wzrok, zaskoczony jej nagłym pojawieniem się
20:25Zanim zdążył zapytać, co się dzieje, Ayşe podeszła do niego, bez słowa chwyciła go za rękę i pociągnęła, zmuszając, by wstał
20:35Mężczyzna patrzył na nią, kompletnie oszołomiony. A wtedy Ayşe zrobiła coś, co dosłownie wbiło go w ziemię
20:46Coś, co było odpowiedzią na jego wyznanie, na jego ból, na jego przeszłość. To nie był pocałunek, to nie były słowa
20:56To był spontaniczny, szczery gest, który złamał wszelkie bariery między nimi. Gest pełen akceptacji, zrozumienia i obietnicy
21:06Ferit przez moment nie potrafił złapać oddechu. Czuł, jak mur, który budował wokół swojego serca przez lata, rozpada się w proch
21:17To nie był koniec ich historii. To był dopiero jej prawdziwy początek.Tymczasem Yaman siedział na tylnej kanapie luksusowego samochodu, który wiózł go na lotnisko
21:28Krajobraz za oknem przesuwał się obojętnie, nie pasując do burzy, która szalała w jego sercu
21:40Każdy kilometr oddalający go od rezydencji był jak cios. Czuł się jak dezerter, uciekający z pola bitwy, którą sam wywołał
21:49Sięgnął po portfel, by mechanicznie sprawdzić dokumenty. Jego palce natrafiły na coś nietypowego – złożoną w kostkę kartkę papieru, której wcześniej tam nie było
22:00Rozkładał ją powoli, z rosnącym zdziwieniem. Od razu rozpoznał charakter pisma Nany
22:13Drobne, lekko pochyłe litery, które zdążył już tak dobrze poznać. Jego serce zabiło mocniej
22:21Zaczął czytać, spodziewając się słów pełnych wyrzutu, prośby, może nawet błagania
22:30Ale treść listu była zupełnie inna.W Rosji jest zimno. Przeziębisz się. Ubieraj się na cebulkę
22:38Yaman zmarszczył brwi. To nie miało sensu. To były słowa troskliwej opiekunki, a nie kobiety, której świat walił się na głowę
22:47Może cię to nie obchodzi, ale wszyscy bardzo cię potrzebujemy. Wróć do nas jak najszybciej
22:58I nie zapomnij przyjmować lekarstw.Wpatrywał się w te proste, niemal banalne zdania, jakby szukał między wierszami ukrytego kodu, czegoś więcej
23:06Ale nie było nic więcej. Była tylko troska. Czysta, nieskażona, bezwarunkowa troska o jego zdrowie i dobre samopoczucie
23:18I to uderzyło go z siłą, której nie spodziewał się żaden dramatyczny list. Ona nie próbowała go zatrzymać, szantażować emocjonalnie
23:29Ona po prostu się o niego martwiła. Nawet teraz, gdy ją opuszczał, myślała o tym, żeby było mu ciepło i żeby wziął lekarstwa
23:40Coś w nim pękło. Ta prosta, szczera troska była potężniejsza niż najgłośniejsze krzyki
23:51Była dowodem na to, że zostawia za sobą coś prawdziwego, coś, czego nie znajdzie nigdzie indziej na świecie
23:59Przez chwilę siedział w bezruchu, a potem podjął decyzję. Gwałtowną, irracjonalną, ale jedyną słuszną
24:08Pochylił się do kierowcy. – Zawróć – powiedział stanowczo, a jego głos nie znosił sprzeciwu
24:18– Pojedziemy pod inny adres.W domu Korcana panowała radosna, konspiracyjna atmosfera
24:26Wszędzie wisiały balony, na stole płonęły świece, a wszystko było przygotowane na zaręczynową niespodziankę dla jego dziewczyny, Pınar
24:35Nana, w pełni zaangażowana w pomoc przyjacielowi, krzątała się, poprawiając dekoracje
24:46Śmiała się, ciesząc się szczęściem innych, co na chwilę pozwoliło jej zapomnieć o własnym smutku
24:55Korcan podszedł do niej, trzymając w dłoni małe, aksamitne pudełeczko. Otworzył je, a oczom Nany ukazał się piękny pierścionek z błyszczącym diamentem
25:04– Przymierzysz? – zapytał Korcan. – Twoje dłonie są podobne do dłoni Pınar. Chcę się upewnić, że będzie pasował
25:17Nie chcę, żeby w takiej chwili okazał się za duży albo za mały. Nana zawahała się, ale uległa prośbie przyjaciela
25:27Wsunęła pierścionek na swój palec serdeczny. Pasował idealnie. Oboje spojrzeli na niego z uśmiechem
25:37Zanim jednak zdążyła go zdjąć, rozległ się ostry, natarczywy dzwonek do drzwi. – O, to pewnie dostawca z tortem! – zawołał radośnie Korcan
25:46– Odbierzesz? Ja muszę schować szampana. Nana ruszyła w stronę wejścia, wciąż z pierścionkiem na palcu, przekonana, że za drzwiami stoi chłopak z cukierni
25:58Otworzyła drzwi… i zastygała. Cała krew odpłynęła jej z twarzy.Przed wejściem stał Yaman
26:10Jego twarz była jak maska z kamienia, a w oczach płonął mroczny ogień. W dłoni trzymał znajomą kartkę papieru – jej list
26:19Na jej oczach, powolnym, celowym ruchem, rozdarł go na strzępy. – Jaką ty jesteś osobą?! – rzucił ostro, a jego głos był zimny i twardy jak lód
26:30– Piszesz taki list, wzbudzasz w człowieku nadzieję… i kłamiesz! Mówisz o rodzinie, o tęsknocie, a sama nawet nie raczysz wyjaśnić, co tutaj robisz! Nana stała jak sparaliżowana, nie rozumiejąc niczego
26:43– O czym ty mówisz?! Co ty tutaj robisz?! Nie poleciałeś? – zdołała wykrztusić. – Polecę, nie polecę – zrobię, jak będę chciał! – warknął, wchodząc do środka i zamykając za sobą drzwi
26:59– To ty powinnaś coś wyjaśnić, o ile masz w sobie choć odrobinę odwagi! – Odwagę mam, ale nie muszę się tobie z niczego tłumaczyć! – odparła, a szok zaczął ustępować miejsca gniewowi
27:14– Zresztą i tak byś mnie nie wysłuchał, jak zwykle! Yaman z trudem opanowywał emocje
27:28Rozejrzał się po udekorowanym salonie, a jego spojrzenie stawało się coraz bardziej lodowate
27:36– Dziękuj Bogu, że się powstrzymuję – wysyczał przez zaciśnięte zęby. – W innym wypadku rozwaliłbym wam ten wasz przytulny domek! – Nam? Mnie i Korcanowi?! Co ci jest?! Dlaczego jesteś taki wściekły?! Co my ci zrobiliśmy?! – krzyczała, kompletnie zdezorientowana jego atakiem
27:44– Kłamiesz! Jesteś dwulicowa! – jego głos narastał. – Przyjęłaś kogoś do swojego życia i ukrywasz to! Robisz ze mnie idiotę! – Ja przyjęłam kogoś do swojego życia?! O czym ty bredzisz?! Wtedy jego wzrok padł na jej dłoń
28:04Gwałtownym ruchem chwycił ją za nadgarstek i uniósł tak, by oboje widzieli pierścionek błyszczący na jej palcu
28:20– Masz pierścionek na palcu! – wycedził, a w jego głosie brzmiała mieszanina bólu i furii
28:30– To chyba oczywiste. Te wszystkie dekoracje, świece… Zdecydowałaś się być z nim
28:38I nie masz nawet odwagi, żeby się do tego przyznać! Patrzysz mi w oczy i kłamiesz! – A ty nie masz o niczym pojęcia! Jesteś… jesteś dzikusem! – krzyknęła Nana, wyrywając dłoń z jego uścisku
28:46Łzy bezsilności i złości napłynęły jej do oczu. – A ja cię… Zatrzymała się w pół zdania, gryząc się w język
29:01Nie mogła wypowiedzieć słów, które cisnęły jej się na usta. – A ty jesteś moim wrogiem – dokończył za nią Yaman, a jego głos był już tylko pustym, pozbawionym emocji szeptem
29:11– Prowadzisz ze mną wojnę. Robisz wszystko po swojemu, milczysz, unikasz prawdy. Wychodzisz za mąż, a Yusuf? A wszyscy inni? Nieważne
29:24Twoje szczęście jest najważniejsze. W każdym razie… życzę ci szczęścia na nowej drodze życia
29:36Odwrócił się i ruszył w stronę drzwi. Każdy jego krok był jak gwóźdź wbijany w serce Nany
29:44Nie mogła na to pozwolić. Nie mógł odejść, myśląc… myśląc to wszystko. Wybiegła za nim na zewnątrz, zatrzymując go tuż przy furtce
29:52– Stój! – krzyknęła. Yaman odwrócił się niechętnie. – Ten pierścionek nie jest mój! – powiedziała stanowczo, patrząc mu prosto w oczy
30:03– Należy do Pınar. Korcan to jej chłopak. Od tygodnia razem organizujemy dla niej niespodziankę zaręczynową
30:14To wszystko jest dla niej, nie dla mnie! Zatrzymała się na chwilę, a jej głos złagodniał, niemal przeszedł w szept
30:23– Moja droga jest już wyznaczona. I ona prowadzi do Yusufa… i do twojego domu. Yaman nie odpowiedział
30:33Stał przez chwilę, a na jego twarzy malowała się walka sprzecznych emocji. Gniew powoli ustępował miejsca czemuś innemu – szokowi, niedowierzaniu, a może nawet wstydowi
30:42Ale był zbyt dumny, by się do tego przyznać. Bez słowa odwrócił się i odszedł w ciszy
30:56Na jego twarzy wciąż widać było gniew, ale tym razem wydawało się, że walczył już nie z Naną – lecz z samym sobą
31:04Korcan wyszedł na zewnątrz, widząc Nanę wpatrującą się w pustą ulicę. Podszedł do niej i delikatnie położył jej dłoń na ramieniu
31:14– Uspokój się – powiedział łagodnie. – To wszystko jedno wielkie nieporozumienie
31:25Kiedy mu przejdzie, na spokojnie wszystko mu wyjaśnisz. – Dlaczego ja mam mu cokolwiek tłumaczyć?! – syknęła Nana, odwracając się gwałtownie
31:32Drżała na całym ciele. – On jest dzikusem! Furiatem! Wpada tutaj, oskarża mnie o najgorsze rzeczy, a ja mam się tłumaczyć? On chce mnie kontrolować jak wszystko i wszystkich w swoim życiu! Korcan uśmiechnął się z rezygnacją, patrząc na nią z pobłażliwością
31:43– Ty naprawdę nadal tego nie widzisz? – zapytał cicho. – Cała ta furia, ten irracjonalny gniew… Jego złość ma tylko jedno, jedyne źródło
32:02Yaman Kırımlı myśli, że masz kogoś w swoim życiu. I jest… potwornie zazdrosny. Słowo „zazdrosny” zawisło w powietrzu
32:14Nana spojrzała na Korcana, jakby postradał zmysły. – Zazdrosny? On? Nie… – zaprzeczyła, ale jej głos nie był już tak pewny
32:25– Yaman potrafi się tylko złościć. To jedyna emocja, jaką zna. Zawsze o coś się złości! Zacisnęła dłonie w pięści, walcząc z uczuciami, które nagle zaczęły w niej narastać
32:36– I znowu mnie zdenerwował. Tak bardzo mnie zdenerwował… Ale w jej oczach nie było już tylko gniewu
32:50Było coś więcej. Zdziwienie, niedowierzanie i jakaś nowa, niepokojąca myśl, która dopiero zaczynała docierać do jej świadomości
32:58Coś, przed czym przez tak długi czas się broniła, a co teraz uderzyło w nią z całą mocą
33:10Wróciła do domu i zamknęła się w łazience. Oparła się plecami o chłodne drzwi, jakby chciała odgrodzić się od całego świata, a przede wszystkim od własnych myśli
33:17Jej serce biło jak szalone, oddech stał się płytki i nierówny. Podeszła do lustra i wpatrzyła się w swoje odbicie, w szeroko otwarte, pełne szoku oczy
33:29– Czy to możliwe? – szepnęła do dziewczyny w lustrze. – Czy Korcan ma rację? Czy on naprawdę… jest zazdrosny? Pokręciła głową, próbując uporządkować myśli, które wirowały jej w głowie jak tornado
33:42Nagle wszystko zaczęło układać się w logiczną całość. Jego ciągłe pytania o to, gdzie była i co robiła
33:57Jego śledzenie każdego jej kroku. Jego absurdalne podejrzenia. Ta furia, gdy zobaczył pierścionek na jej palcu… – Myślał, że kogoś kocham? – wyszeptała, a na jej ustach pojawił się cień uśmiechu
34:06– Myślał, że wychodzę za mąż? Czy ten wirus… ten, który toczy mnie od miesięcy… czy on wkradł się też do jego serca? Zacisnęła dłonie na krawędzi umywalki, aż zbielały jej knykcie
34:21W jej oczach widać było mieszankę lęku i niewiarygodnej, oszałamiającej nadziei. – Czy to naprawdę się dzieje?
34:37W tym samym czasie Yaman nerwowo krążył wokół swojego zaparkowanego za rogiem samochodu
34:46Jego ruchy były gwałtowne, nieskoordynowane. Wyglądał jak drapieżnik zamknięty w klatce
34:53Klatce, którą sam sobie zbudował. Nie potrafił zapanować nad gniewem, ale ten gniew nie był już skierowany na Nanę
35:02Cała jego niszczycielska siła zwróciła się do wewnątrz, przeciwko niemu samemu. – Do diabła! Do diabła ze mną! – rzucił przez zęby, a jego głos był chrapliwy od tłumionych emocji
35:12– Wszystko źle zrozumiałem! Wszystko! Z całej siły uderzył pięścią w dach auta, a metalowy dźwięk poniósł się po cichej ulicy
35:26Ból w dłoni był niczym w porównaniu z bólem, który rozrywał mu pierś. – To przez nią! – próbował się bronić, szukać winy gdziekolwiek, byle nie w sobie
35:36– Milczała, nie powiedziała ani słowa! Gdyby od razu wyjaśniła… Gdyby po prostu odpowiedziała na moje pytania… Zatrzymał się, oddychając ciężko
35:49Oparł czoło o chłodną szybę samochodu. Jego głos złagodniał, stał się przygaszony, pełen autentycznego żalu
36:01– Nie… To moja wina. Nie powinienem był tak wybuchać. Nie w ten sposób. Jak mogłem być takim idiotą? Zamknął oczy, a przed nimi stanęła twarz Nany – jej zranione, pełne łez spojrzenie
36:11Poczuł ukłucie wstydu tak ostre, że aż zgięło go w pół. – Nie mogę teraz wyjechać… Nie w takim stanie
36:26Nie po tym, co zrobiłem. Niania mogłaby sobie coś pomyśleć, Yusuf… wszyscy. Pomyślą, że jestem potworem
36:35Zacisnął powieki, jakby próbował odepchnąć od siebie obraz zniszczenia, jakie po sobie zostawił
36:44Wiedział, że nie może uciec. Nie tym razem. – Muszę to naprawić – wyszeptał do siebie
36:53– Muszę… uporządkować to, co sam zniszczyłem. Wyprostował się. Gniew na jego twarzy wciąż był widoczny, ale teraz miał on nowy cel
37:01Nie walkę z nią, ale walkę o nią. O jej przebaczenie. O szansę na odbudowanie tego, co w swojej ślepej furii niemal obrócił w pył
37:13
Hiện nội dung phát lại cuộc trò chuyện