
W jego wyniku śmierć poniosła trzyosobowa rodzina wracająca z urlopu nad morzem do Myszkowa. W płonącym samochodzie zginęli Martyna (37 lat), jej pięcioletni syn Oliwier oraz Patryk (39 lat). Ofiary nie miały żadnych szans na ratunek. Śledczy wskazują, że bezpośrednią przyczyną tragedii była skrajnie wysoka prędkość BMW prowadzonego przez Sebastiana M., który miał poruszać się z prędkością przekraczającą 300 km/h. Mężczyźnie grozi kara do ośmiu lat pozbawienia wolności.
Sebastian M. przerywa milczenie przed sądem
Podczas rozprawy 8 stycznia oskarżony po raz pierwszy publicznie odniósł się do zarzutów. Jego wypowiedzi wywołały ogromne emocje wśród rodzin ofiar, które określiły je jako krzywdzące i nieprawdziwe. Sebastian M. przekonywał, że odpowiedzialność za wypadek spoczywa na kierowcy kii, który – jego zdaniem – nie powinien w ogóle poruszać się autostradą.
Oskarżony, powołując się na opinię prywatnego eksperta, twierdził, że kia miała zamontowane koło dojazdowe z uszkodzoną oponą, a jej kierowca miał przekroczyć prędkość i zajechać mu drogę. Zarzucił także prokuraturze stronniczość oraz pomijanie istotnych okoliczności. Obrona domaga się dopuszczenia do akt sprawy prywatnej ekspertyzy oraz przeprowadzenia dodatkowych dowodów.
Na sali rozpraw obecne były matki ofiar, które nie kryły rozpaczy i oburzenia. Chwilę wcześniej wysłuchały wstrząsających relacji świadków próbujących bezskutecznie ratować rodzinę z płonącego pojazdu. – To próba przerzucenia odpowiedzialności na osobę, która nie żyje i nie może się bronić – mówił mecenas Łukasz Kowalski, pełnomocnik bliskich ofiar.
Kwestionowanie ustaleń śledczych
Sebastian M. od początku utrzymywał, że doszło do nagłego zajechania mu drogi przez kierowcę kii. Teraz rozszerzył tę wersję, wskazując na rzekome uszkodzenie koła dojazdowego. Oskarżony oraz jego obrończyni podnosili, że znalezione na miejscu zdarzenia koło nie zostało odpowiednio przebadane, a dokumentacja z oględzin miejsca wypadku miała być niepełna i nie odzwierciedlać faktycznych śladów na jezdni. Podnoszono również wątpliwości co do odczytu danych pojazdu kia, który – zdaniem obrony – nie został wykonany bezpośrednio u producenta.
Prokuratura: to manipulowanie faktami
Prokurator Aleksander Duda stanowczo odrzucił argumenty obrony, podkreślając, że biegli powołani przez prokuraturę analizowali pełny materiał dowodowy. – Ich wnioski są jednoznaczne i spójne. Prywatna opinia, na którą powołuje się oskarżony, wybiórczo interpretuje dane i tworzy teorię bez oparcia w dowodach – zaznaczył.
Śledczy odniósł się także do sugestii dotyczących obecności alkoholu u ofiar, wyjaśniając, że wykryte substancje były wynikiem procesów pośmiertnych, a nie spożycia alkoholu przed wypadkiem.
Ustalenia biegłych jednoznaczne
Według opinii biegłych tor jazdy kii był prawidłowy. To Sebastian M. na ułamek sekundy przed zderzeniem wykonał gwałtowne manewry, zjeżdżając na pas, którym poruszała się rodzina. W BMW uruchomiły się systemy stabilizacji toru jazdy, a ślady hamowania wskazują na próbę uniknięcia zderzenia, która jednak – przy tak ogromnej prędkości – nie mogła się powieść.
Biegli potwierdzili, że BMW poruszało się z prędkością przekraczającą 300 km/h i nie było w stanie bezpiecznie wyhamować. Pojazd miał zostać nielegalnie zmodyfikowany: usunięto fabryczne ograniczenia prędkości, zamontowano antyradar, a samochód nie posiadał homologacji ani opon przystosowanych do takiej jazdy.
„Tak zmodyfikowany pojazd nie powinien uczestniczyć w ruchu drogowym, ponieważ stwarzał realne zagrożenie dla innych użytkowników dróg” – podkreślono w akcie oskarżenia.
Sąd odroczył decyzję w sprawie wniosków obrony. Sędzia Renata Folkman zapowiedziała, że rozstrzygnięcia zapadną po przesłuchaniu pozostałych świadków. Do złożenia zeznań pozostało jeszcze około 20 osób.