
Melis weszła do salonu z bijącym sercem.
W powietrzu unosiła się ciężka cisza.
Jej matka siedziała przy stole, udając spokój.
Ale Melis już dłużej nie mogła milczeć.
Spojrzała jej prosto w oczy.
– Mamo, wiem, że Zeynep jest moją siostrą! – wyrzuciła z siebie.
Kobieta zbladła.
Szklanka w jej dłoni zadrżała lekko.
– Kto ci to powiedział? – zapytała cicho.
– To już nie ma znaczenia. Znam prawdę.
Melis podeszła bliżej.
– Latami żyłam w kłamstwie.
– Chciałam cię chronić – szepnęła matka.
– Chronić? Przede mną samą? Przed siostrą?
Czuła, jak łzy napływają jej do oczu.
Zeynep… Jej największa rywalka.
A teraz – siostra.
– Dlaczego ją oddałaś? Dlaczego nie powiedziałaś?
Matka odwróciła wzrok.
– Byłam młoda. Popełniłam błąd.
Melis usiadła ciężko.
Wszystko nagle straciło sens.
Ale pojawiła się też iskra nadziei.
– Czy ona wie? – zapytała.
– Nie. Jeszcze nie…
– Muszę jej powiedzieć.
Matka spojrzała na nią ze strachem.
– To może wszystko zmienić.
– Właśnie na to liczę – odpowiedziała Melis.
Miłość. Prawda. Nadzieja.
To był dopiero początek.