
Kuzey — Telefon, który odsłoni prawdę .Kuzey wyciąga Leventowi z kieszeni telefon i nagle trzyma w dłoni klucz do wszystkiego — czy ktoś skrywał w nim dowody zdrady, oszustwa albo umowy, która może zrujnować życie? Ten odcinek zaczyna się spokojnie, lecz w mig pęka w cieniu kłamstw: kradzież telefonu, ciche porozumienia, i obietnica wolności, która brzmi tak kusząco, że aż niebezpiecznie
0:36W salonie napięcie między Kuzeyem a Silą miesza się z uśmiechem triumfu i szeptami planów; za murami domu pojawiają się kolejne fronty — Ege konfrontuje Cihana, a starcie kończy się brutalnie, kiedy na scenę wbiega Melis, udając dramat, który wszystko zatrzymuje
0:54W samochodzie Levent i Acelya mierzą się słowami — oskarżenia o fałszerstwo, groźby ujawnienia przeszłości, i wreszcie chwila, gdy Levent traci panowanie: duszenie, krzyk, ukryty pistolet
1:08Kuzey obserwuje to z tyłu auta — i wie, że teraz może wszystko zmienić.Ten epizod to naprzemienność ciszy i przemocy, sekretów gotowych do ujawnienia i decyzji, które pociągną za sobą konsekwencje
1:23Kto skłamie jako następny? Czy nagranie w telefonie Leventa obnaży spisek, a może obróci się przeciw tym, którzy chcą je wykorzystać? I najważniejsze — czy Kuzey zdoła wykorzystać zdobyte dowody, zanim ktoś zdecyduje się na ostateczny ruch?
1:40Zostań do końca: ostatnia scena zostawia nas z pistoletem w dłoni i sercem na krawędzi — wybór jednej osoby może zadecydować o wolności lub zgubie wszystkich bohaterów
1:53„Miłość i nadzieja” – odcinek 319 – szczegółowe streszczenie.Powietrze w salonie było gęste i nieruchome, jakby wstrzymało oddech w oczekiwaniu na coś nieuniknionego
2:06Światło późnego popołudnia, wpadające przez wysokie okna, kładło złote pasy na perskim dywanie, ale nie potrafiło rozproszyć chłodu, który zagościł między trójką obecnych tam osób
2:20Levent stał pośrodku pokoju, jego sylwetka odcinała się od jasnego tła. Poprawił nerwowo krawat, gest, który miał sprawiać wrażenie swobody, a zdradzał jedynie głęboko skrywane napięcie
2:35— Muszę odwołać wieczór kawalerski — oznajmił, a jego głos, choć starannie modulowany, by brzmieć na przejęty i zatroskany, niósł w sobie fałszywą nutę, którą Kuzey wychwycił natychmiast
2:49Jego prawniczy umysł, wyczulony na każdy dysonans w ludzkim zachowaniu, włączył cichy alarm
2:58Sila uniosła głowę. Jej oczy, zwykle pełne ciepła, teraz były jak dwa ciemne jeziora, w których odbijał się niepokój
3:08Siedziała na skraju kanapy, wyprostowana, jakby gotowa do ucieczki. Każde słowo Leventa było dla niej jak kropla trucizny, powoli sącząca się do jej serca
3:21— Co się stało? — zapytała cicho, a jej głos był ledwie słyszalnym szeptem.— Mój wujek — zaczął Levent, unikając jej wzroku i patrząc gdzieś w dal, jakby odgrywał scenę przed niewidzialną publicznością
3:36— Ten, który mieszka w Sile. Dzwonili ze szpitala. Jest z nim bardzo źle. Zawał. Muszę natychmiast jechać
3:46Muszę być przy nim.Kłamstwo. Było tak oczywiste, tak niezgrabnie skonstruowane, że Kuzey niemal parsknąłby śmiechem, gdyby sytuacja nie była tak śmiertelnie poważna
3:59Wujek z Sile. Klasyczna, banalna wymówka. Poczuł narastającą falę pogardy dla tego człowieka, który stał przed nimi, bezwstydnie oszukując kobietę, którą miał poślubić następnego dnia
4:14Ale na jego twarzy nie pojawił się nawet cień drwiny. Zamiast tego przybrał maskę współczucia i zrozumienia
4:23— W takim razie impreza nie ma znaczenia — powiedział spokojnie, starannie dobierając słowa
4:31Jego głos był gładki jak jedwab, pozbawiony jakichkolwiek ostrych krawędzi, które mogłyby zdradzić jego prawdziwe myśli
4:41— Rodzina jest najważniejsza. Ale może Sila powinna z tobą pojechać? — rzucił propozycję w przestrzeń, obserwując reakcję Leventa
4:52— Dwojgu zawsze łatwiej sobie poradzić niż jednemu. To długa droga, będziesz potrzebował wsparcia
5:01Sila uniosła na niego wzrok, zaskoczona. Przez ułamek sekundy jej oczy pytały: „Co ty robisz?”
5:10Ale potem zrozumiała. To był test. Pułapka zastawiona z mistrzowską precyzją. Skinęła więc lekko głową, jakby zgadzając się z sugestią Kuzeya
5:22— Tak, Levencie. Mogę jechać z tobą. Spakuję się w pięć minut.Panika w oczach Leventa była niemal namacalna
5:32Trwała zaledwie sekundę, ale dla Kuzeya była jak otwarty list. Mężczyzna zamachał gorączkowo rękami
5:41— Nie, nie, absolutnie nie trzeba! — odpowiedział z pośpiechem, który graniczył z desperacją
5:49— Poradzę sobie. Naprawdę. Sila powinna zostać tutaj. Mamy jutro ślub, trzeba wszystkiego dopilnować
5:58Te ostatnie przygotowania… wiesz, jak to jest. — Uśmiechnął się sztucznie, a uśmiech ten nie sięgał jego zimnych oczu
6:08— Jutro rano wrócę. Obiecuję. Przyjadę prosto na ceremonię i razem staniemy przed urzędnikiem
6:17Wszystko będzie dobrze.Zerknął na swój drogi zegarek, jakby czas był jego wrogiem, od którego musi uciec
6:26— Dobrze, muszę już iść. Każda minuta się liczy.Podniósł się z fotela, na którym na chwilę przysiadł
6:35Strzepnął niewidzialny pyłek z nienagannie skrojonej marynarki, poprawił mankiety idealnie białej koszuli
6:44Każdy jego ruch był starannie wykalkulowany, by sprawiać wrażenie kontroli, ale w rzeczywistości krzyczał o chaosie, który panował w jego wnętrzu
6:55Zatrzymał się przy Sili. Jego spojrzenie zawisło na niej na dłuższą chwilę. W jego oczach było coś dziwnego – mieszanina poczucia winy, pożądania i czegoś jeszcze, czego Sila nie potrafiła zidentyfikować
7:10Może strachu? Nachylił się, jakby chciał ją pocałować na pożegnanie, przypieczętować swoje kłamstwo czułym gestem
7:20Ale Sila cofnęła się gwałtownie o krok. Jej ciało zareagowało instynktownie, odrzuciło jego bliskość
7:29— Lepiej nie — powiedziała, a jej uśmiech był tak wymuszony, że niemal bolesny. — Chyba coś mnie bierze
7:38Jakieś przeziębienie. Nie chcę cię zarazić przed podróżą.Między nimi zapadła niezręczna, ciężka cisza
7:47Słychać było tylko tykanie zegara na kominku, odliczającego sekundy do nieuchronnej katastrofy
7:56Wtedy wstał Kuzey. Poruszał się z gracją drapieżnika, który wie, że jego ofiara jest już w potrzasku
8:05— W takim razie ja się z tobą pożegnam, szwagrze — powiedział, a słowo „szwagrze” ociekało ironią tak subtelną, że tylko Sila mogła ją wyczuć
8:17Podszedł bliżej, jego obecność wypełniła pokój. Był wyższy od Leventa, szerszy w ramionach
8:26Biła od niego aura pewności siebie, która sprawiała, że Levent wydawał się jeszcze mniejszy i bardziej żałosny
8:35— Chodź, uściskajmy się jak prawdziwi przyjaciele. Jak rodzina.Zanim Levent zdążył przetworzyć te słowa i zareagować, Kuzey objął go mocno, niemal miażdżąco
8:48To nie był zwykły, przyjacielski uścisk. Był w nim komunikat, ostrzeżenie. Kuzey przytrzymał go o kilka sekund za długo, niż wypadało w towarzyskiej konwencji
9:01W tym krótkim momencie, gdy ich ciała były złączone, Levent poczuł się osaczony. Kuzey odsunął się nieznacznie, ale jego dłonie wciąż spoczywały na ramionach lekarza
9:14— Jeśli będziesz miał jakikolwiek problem — dodał, a jego uśmiech był jednocześnie serdeczny i niepokojący
9:23— Pamiętaj, mój telefon jest zawsze do twojej dyspozycji. W dzień i w nocy.Levent, zdezorientowany i pragnący jak najszybciej zakończyć tę scenę, odwzajemnił mechanicznie uścisk
9:37Był tak skupiony na ucieczce, że nie poczuł zręcznych palców Kuzeya, które niczym palce kieszonkowca wślizgnęły się do wewnętrznej kieszeni jego marynarki
9:50Nie poczuł lekkiego ciężaru, który zniknął, gdy Kuzey z niezauważalną wprawą wyciągnął jego smartfon i schował go do własnej kieszeni
10:01To była kradzież doskonała – bezszelestna, niewidzialna, wykonana na oczach wszystkich
10:09— Pozwól, że cię odprowadzę do drzwi — powiedziała Sila, starając się, by jej głos nie drżał
10:18Musiała grać swoją rolę do końca.Ruszyła za narzeczonym w stronę przedpokoju, a jej kroki na marmurowej posadzce odbijały się echem w nienaturalnej ciszy
10:30Kuzey został sam w salonie. Gdy tylko para zniknęła za drzwiami, maska uprzejmości opadła z jego twarzy
10:40Zastąpił ją cień triumfu. Jego dłoń zacisnęła się w kieszeni na zdobytym właśnie telefonie
10:48Czuł jego gładką, chłodną powierzchnię. To był klucz. Klucz do prawdy, klucz do wolności Sili
10:57Sila stała na progu rezydencji, obserwując, jak czerwone światła samochodu Leventa powoli znikają za misternie kutą bramą
11:08Kurz, który wzbił się spod kół, jeszcze przez chwilę tańczył w złotym świetle zachodzącego słońca, po czym opadł, pozostawiając po sobie jedynie pustkę
11:20Sila splotła dłonie przed sobą, zaciskając palce tak mocno, aż zbielały jej knykcie
11:28Czuła mieszaninę strachu i podniecenia. Wszystko działo się tak szybko.Gdy ucichł warkot silnika, odwróciła się i weszła z powrotem do salonu
11:39Kuzey stał przy oknie, patrząc w tym samym kierunku, w którym odjechał Levent.— I co teraz? — zapytała, a jej głos był napięty jak struna
11:51— Pojechał. Pojechał prosto do niej. Do Acelyi. Jestem tego pewna.— I o to właśnie chodziło — odpowiedział spokojnie Kuzey, odwracając się do niej
12:03W jego głosie słychać było nutę głębokiej satysfakcji. — Teraz wreszcie dowiemy się, co oni razem knują
12:12Koniec z domysłami, koniec z niepewnością. Zdobędziemy dowody.— Łatwo ci mówić — Sila podeszła bliżej, marszcząc brwi
12:23W jej oczach malowała się bezradność. — Ale jak? Nie wiemy, dokąd dokładnie pojechał
12:31Stambuł jest ogromny. Możemy go nigdy nie znaleźć.Kuzey uśmiechnął się pod nosem
12:39To był uśmiech człowieka, który przewidział każdy ruch swojego przeciwnika. W jego spojrzeniu błysnęła stalowa pewność siebie
12:49— Myślisz, że dałem temu doktorkowi drogi zegarek w prezencie zaręczynowym tylko z czystej uprzejmości? — zapytał z nutą pobłażliwej ironii
13:00— To nie był zwykły zegarek, Sila. Miał wbudowany nadajnik GPS. Najnowsza technologia
13:09W każdej chwili mogę sprawdzić jego dokładną lokalizację na moim telefonie. Z dokładnością do metra
13:18Sila spojrzała na niego z niedowierzaniem, a potem jej twarz rozjaśniła się w uśmiechu
13:26— Jesteś niemożliwy.— Wiem — odparł, puszczając do niej oko.Sięgnął do kieszeni płaszcza i wyjął nie swój telefon, ale ten drugi, należący do Leventa
13:38Z triumfalnym uśmiechem podał go Sili.— Proszę bardzo. Weź to. Będzie ci bardziej potrzebne
13:47Sila wzięła urządzenie do ręki. Było cięższe, niż się spodziewała, jakby ważyły na nim wszystkie kłamstwa jego właściciela
13:57— To… to jego telefon — wyszeptała, wciąż zaskoczona. — Jak? Kiedy ty go zdobyłeś?
14:05Kuzey wzruszył ramionami z udawaną nonszalancją, jakby kradzież była dla niego czymś równie naturalnym jak oddychanie
14:15— Nie bez powodu tak serdecznie i długo ściskałem tego bezwartościowego doktorka. Trzeba było odwrócić jego uwagę
14:24Sila nie mogła się powstrzymać. Parsknęła głośnym, szczerym śmiechem. To był pierwszy raz od wielu dni, kiedy śmiała się tak swobodnie
14:35Dźwięk ten był jak muzyka w ponurym domu.— Naprawdę czasem mnie zaskakujesz, Kuzey
14:43Myślałam, że znam już wszystkie twoje sztuczki.— I bardzo dobrze — odparował, a jego uśmiech stał się cieplejszy
14:53— Lubię cię zaskakiwać. — Podszedł bliżej, zmniejszając dystans między nimi. Jego głos stał się cichszy, bardziej intymny, przeznaczony tylko dla jej uszu
15:06— Wiesz, jestem prawnikiem. Mam swoje zasady, klasę, trzymam się kodeksu i całego tego cywilizowanego bełkotu
15:16Ale kiedy mam do czynienia z szakalami, muszę mówić ich językiem. Muszę stać się drapieżnikiem, żeby chronić to, co dla mnie najważniejsze
15:27Jego spojrzenie stało się intensywne. Patrzył jej prosto w oczy, a Sila czuła, jak pod tym spojrzeniem miękną jej kolana
15:37— Jestem dobry w wielu dziedzinach, Sila. Ty o tym wiesz najlepiej.W jej oczach zalśniła mieszanka rozbawienia, podziwu i rosnącego napięcia
15:48Czuła magnetyzm, który ich do siebie przyciągał, siłę, której coraz trudniej było się oprzeć
15:57— Więc co teraz, panie prawniku? Jaki jest następny krok w twoim genialnym planie?
16:05— Teraz — powiedział powoli Kuzey, delektując się każdą sylabą — sprawdzimy, co robią Levent i Acelya
16:15Zlokalizuję go za pomocą sygnału z zegarka. Pojedziemy tam. Ale najpierw ty musisz coś zrobić
16:24Zdobądź hasło do jego telefonu. Spróbuj daty urodzenia, imienia matki, czegokolwiek
16:32Musimy dostać się do środka. Może być tam nagranie, wiadomość, cokolwiek, co go pogrąży
16:41Sila skinęła głową, czując przypływ nowej determinacji. Strach ustępował miejsca ekscytacji
16:50— Kuzey… — szepnęła, a jej głos był pełen kruchej nadziei. Patrzyła na niego z niepewnością, jakby bała się wypowiedzieć na głos swoje marzenie
17:01— Co, jeśli to wszystko naprawdę się uda? Co, jeśli jutro… nie będę musiała za niego wychodzić?
17:10Uśmiechnął się lekko, a jego spojrzenie złagodniało. Z jego twarzy zniknęła cała twardość, cały cynizm
17:19Została tylko czułość. Delikatnie ujął jej dłoń, na której wciąż tkwił pierścionek zaręczynowy od Leventa
17:29Jego kciuk musnął jej skórę.— Wtedy będziemy wolni — powiedział cicho, a jego słowa brzmiały jak święta obietnica
17:39— Ty i ja.Ich spojrzenia spotkały się i splotły w jedno. W powietrzu zawisło niewypowiedziane pytanie, obietnica przyszłości, która jeszcze kilka godzin temu wydawała się niemożliwa
17:53Czas się zatrzymał. Cały świat skurczył się do tej jednej chwili, do przestrzeni między jednym uderzeniem serca a drugim
18:03Cihan wyszedł z domu Gonul, czując na twarzy ciepłe promienie popołudniowego słońca
18:11Poprawił kołnierz swojej drogiej marynarki, czując się panem sytuacji. Wizyta przebiegła pomyślnie
18:20Czuł, że Zeynep zaczyna mięknąć, że jego starania w końcu przynoszą skutek. Przeszedł przez mały, zadbany ogródek, a zapach kwitnących róż uderzył w jego nozdrza
18:33Był już prawie przy bramie, gdy go zobaczył.Ege. Stał tam, oparty o biały mur, z rękami wciśniętymi głęboko w kieszenie spodni
18:44Jego postawa była nonszalancka, ale Cihan od razu wyczuł bijące od niego napięcie
18:52Czekał. Czekał na niego. Ich spojrzenia skrzyżowały się nad piaszczystą alejką i natychmiast wybuchła między nimi niewidzialna wojna
19:03Powietrze zgęstniało, nasyciło się wrogością.— Czego panicz tu szuka? — rzucił Cihan z jawnym przekąsem, zatrzymując się kilka kroków od niego
19:15Użył słowa „panicz” celowo, by go upokorzyć, by podkreślić jego uprzywilejowaną pozycję, która w oczach Cihana czyniła go słabym
19:26— Czy Zeynep jest w środku? — zapytał Ege, a jego głos był twardy jak kamień. Zignorował zaczepkę
19:35— Przyszedłem z nią porozmawiać. Muszę z nią porozmawiać.— O czym chcesz z nią rozmawiać? — Cihan zrobił krok do przodu
19:45Nie zamierzał ustąpić nawet na centymetr. — Skończyło się. Zrozum to wreszcie. Ona nie chce cię widzieć
19:54— To nie jest twoja sprawa — warknął Ege, prostując się.Cihan uśmiechnął się krzywo, arogancko
20:03Jego ręka powędrowała do kieszeni marynarki. Wyciągnął z niej męską, srebrną bransoletkę
20:12Metal zalśnił w słońcu, rzucając oślepiający refleks.— Czy tego pan szuka, detektywie? — zapytał, kołysząc bransoletką przed oczami Egego
20:24— Zgubił pan wczoraj podczas swojej małej misji obserwacyjnej.Twarz Egego pozostała nieruchoma, ale w jego oczach pojawił się błysk wściekłości
20:35Został zdemaskowany.— Byłem tu wczoraj. Dowiedziałem się, że przyjechał wujek Bulent
20:43Martwiłem się, chciałem wiedzieć, co się dzieje. Chciałem się upewnić, że Zeynep jest bezpieczna
20:52— Minęło wiele lat, odkąd wynaleziono telefon — odparł Cihan, jego głos ociekał sarkazmem
21:01Zbliżył się jeszcze bardziej, niemal wchodząc w przestrzeń osobistą Egego. — Mógłbyś zadzwonić
21:10Ale ty wolisz podglądać zza krzaków. Patrzyłeś na nas, kiedy jedliśmy hamburgery
21:18Słuchaj uważnie, bo nie będę powtarzał. — Jego głos stwardniał, stał się zimny i ostry jak stal
21:27— Zeynep postanowiła dać nam szansę. Długo milczała, wahała się, ale w końcu zrozumiała, jak bardzo ją kocham
21:37Wie, że ja, w przeciwieństwie do ciebie, nigdy jej nie zostawię. Wie, że ją ochronię przed całym światem
21:47Gdybym był tobą… dałbym sobie spokój. Zniknąłbym z jej życia na zawsze.— A co się stanie, jeśli nie odpuszczę? — wycedził Ege przez zaciśnięte zęby
21:59— To.Odpowiedź Cihana była krótka i brutalna. Nie było w niej słów, tylko czysta, gwałtowna akcja
22:08Zaskakującą szybkością i siłą uderzył głową prosto w twarz Egego. Rozległ się głuchy, mokry dźwięk
22:17Ege cofnął się o krok, zataczając, z jego nosa trysnęła krew. Ale szok trwał tylko sekundę
22:26Ból natychmiast przerodził się w furię. Odzyskał równowagę i rzucił się na Cihana, odpowiadając serią szybkich, celnych ciosów pięściami
22:37Walka stała się dzika, pozbawiona jakichkolwiek zasad. To była eksplozja długo tłumionej nienawiści i zazdrości
22:47Kłębowisko dwóch ciał, walczących ze sobą w pyle i słońcu. W końcu złapali się nawzajem, próbując powalić przeciwnika na ziemię
22:58Cihan chwycił za poły drogiego płaszcza Egego, a Ege zacisnął palce na kołnierzu koszuli Cihana, niemal go dusząc
23:08Dysząc ciężko, stali tak przez chwilę, twarzą w twarz, ziejąc nienawiścią.— Masz żonę i dziecko w drodze! — warknął Cihan, a jego słowa były jak splunięcie
23:21— Wracaj do domu i zajmij się nimi! Zostaw porządnych ludzi w spokoju!.— Ty będziesz mi mówił, co mam robić? Ty, który nie masz nic?! — odkrzyknął Ege
23:33— Kup łóżeczko, ubranka, pieluchy… — Cihan uśmiechnął się złośliwie, a strużka krwi spływała mu z rozciętej wargi
23:43— Tobie też się mogą przydać. Żebyś miał w co płakać.Z pewnością pięści poszłyby w ruch ponownie, a walka skończyłaby się tragedią, gdyby nie nagłe pojawienie się Melis
23:56Wbiegła na podwórko jak małe tornado, jej twarz była wykrzywiona przerażeniem. Stanęła między nimi, rozpychając ich swoimi drobnymi dłońmi
24:07— Ege, co ty robisz?! Przestańcie! Oszaleliście?!.— Skóra twojego męża swędziała, to go tylko podrapałem — rzucił Cihan, wycierając krew z ust wierzchem dłoni
24:20Jego uśmiech był szyderczy i prowokujący.— Co ty wygadujesz?! Zamknij się! — zapieklił się Ege, gotów znów się na niego rzucić
24:31— Nie chcesz chyba, żebym spuścił ci porządny łomot przy twojej ciężarnej żonie, prawda? Opanuj się
24:40Nagle Melis głośno jęknęła i chwyciła się za brzuch. Jej twarz wykrzywił grymas bólu
24:48Było to zagranie teatralne, ale niezwykle skuteczne. Mężczyźni zamarli w pół ruchu, ich gniew natychmiast wyparował, zastąpiony przez strach
25:00Cihan, mimo całej swojej nienawiści do Egego, bez wahania wbiegł do domu, po chwili wrócił ze szklanką wody i podał ją Melis
25:11— Dziękuję — powiedziała słabym głosem, gdy ból „ustąpił”. Upiła łyk wody, rzucając Egemu karcące spojrzenie
25:21Potem zwróciła się do Cihana. — Gdzie jest twoja dziewczyna?.— Nie jesteśmy jeszcze parą — odparł sztywno Cihan
25:30— Ale niebawem będziecie, prawda? Taki jest plan?.— Będziemy, jeśli twój szanowny mąż nam na to pozwoli
25:39Ale on pojawia się wszędzie tam, gdzie my. Jest jak cień. Przez niego nie mogliśmy nawet zjeść wczoraj kolacji w spokoju
25:49— Co? — Oczy Melis rozszerzyły się. — Ege przeszkodził wam w kolacji?.— Może nie dosłownie przeszkodził, ale… obserwował nas z ukrycia
26:00— Cihan ponownie wyciągnął bransoletkę. — Zgubił swoją pamiątkę.Melis spojrzała na błyszczący przedmiot
26:09— To bransoletka, którą kupiłam Egemu na naszą rocznicę — powiedziała cicho, a w jej głosie słychać było gorycz
26:19— Wczoraj martwiłem się o Zeynep, dlatego przyjechałem — tłumaczył się niezdarnie Ege, unikając wzroku żony
26:28— Dlaczego tak bardzo się nią interesujesz? — zapytał Cihan, podchodząc bliżej. — Masz żonę
26:36Piękną żonę, która nosi twoje dziecko. Skup się na niej, siłaczu. Daj sobie z nami spokój
26:45— To ty nie wtykaj nosa we wszystko! — odciął się Ege. — Są rzeczy, o których nie masz pojęcia
26:53Wujek Bulent wrócił wczoraj. To wszystko zmienia.— Są też rzeczy, o których ty wiesz, a które starannie ukrywasz — zripostował Cihan, a jego oczy pociemniały
27:06— Przez ciebie wylądowałem w szpitalu. Mam bliznę po kuli, którą wpakował we mnie Taylan
27:14A ty stałeś i patrzyłeś.— Jeżeli będziesz dalej gadał, sprawię ci znacznie więcej bólu! — ostrzegł go Ege, a jego pięści znów się zacisnęły
27:26— No dalej, spraw! Czekam! — rzucił wyzywająco Cihan.Melis wiedziała, że musi działać
27:35Chwyciła męża mocno za ramię i pociągnęła go w stronę bramy, zanim gniew znów przejął nad nim kontrolę
27:44— Idziemy stąd, Ege. Natychmiast.Wyprowadziła go z podwórka, niemal siłą. Cihan został sam
27:53Patrzył za nimi z mieszaniną ulgi, triumfu i niepokoju. Wygrał tę rundę. Ale wiedział, że to jeszcze nie koniec wojny
28:03Levent zatrzymał samochód na pustej, bocznej drodze biegnącej wzdłuż gęstego, sosnowego parku
28:12Słońce chyliło się już ku zachodowi, malując niebo odcieniami pomarańczy i fioletu
28:20Długie cienie drzew pełzały po asfalcie jak mroczne macki. Levent wyłączył silnik
28:28W kabinie zapanowała ogłuszająca cisza, przerywana jedynie jego nerwowym, płytkim oddechem
28:37Nie wiedział, że nie jest sam.Z tyłu, na podłodze za rzędem siedzeń, wciśnięty w ciasną przestrzeń, leżał Kuzey
28:47Każdy jego mięsień był napięty do granic możliwości. Leżał nieruchomo, niemal nie oddychając, a jego serce waliło o żebra jak oszalałe
28:58Czuł zapach kurzu i taniego plastiku. Każdy, najmniejszy nawet dźwięk z zewnątrz docierał do niego ze zwielokrotnioną siłą
29:08Ryzyko było ogromne. Gdyby Levent go odkrył, ta historia mogłaby się skończyć tragicznie
29:16Ale musiał tu być. Musiał usłyszeć prawdę na własne uszy.Po kilku minutach, które wydawały się wiecznością, usłyszał ciche skrzypnięcie żwiru pod czyimiś butami
29:29Do pojazdu zbliżała się postać. Przez przyciemnianą szybę Kuzey zobaczył sylwetkę kobiety
29:37Acelya. Jej krok był lekki, niemal taneczny, a na jej twarzy gościł szeroki, triumfalny uśmiech
29:46Otworzyła drzwi pasażera i z gracją wślizgnęła się na fotel obok Leventa. Bezceremonialnie położyła dłoń na jego ramieniu i przytuliła się do niego na powitanie
29:59— Jedziemy do Rivy, kochanie? — zapytała, a jej głos był słodki jak miód, ale krył w sobie jad
30:08— Znalazłam tam cudowny hotel, z widokiem na morze. Cisza, spokój, tylko my dwoje… Odtworzymy nasze stare, dobre czasy
30:19— Nie jestem twoim kochaniem — odparł Levent chłodno, odsuwając jej dłoń. Nie patrzył na nią
30:28Wzrok miał wbity w przednią szybę.Acelya zaśmiała się krótko.— Dobrze, zatem pozwól, że będę cię nazywać doktorem Leventem
30:39W końcu byłeś moim lekarzem, prawda? Tym, który miał mnie leczyć.— Pokaż mi naszą umowę — powiedział ostro, przerywając jej
30:50— Umowę? — udała zdziwienie.— Porozumienie, które podpisałem. Ten świstek papieru, na którym obiecałem, że spędzę z tobą noc w zamian za wycofanie skargi
31:03Chcę je zobaczyć. Teraz.Acelya zaczęła nerwowo przeszukiwać swoją torebkę. Jej palce grzebały wśród kosmetyków i innych drobiazgów
31:14W końcu spojrzała na niego z udawanym zakłopotaniem.— Och, chyba jej nie wzięłam… Została w domu
31:23— W takim razie nigdzie nie jedziemy — stwierdził kategorycznie Levent.— Co ty mówisz, Levencie?! — Jej głos zadrżał z wściekłości
31:34— Obiecałeś mi! Zrobiłam to, czego chciałeś! Wycofałam skargę na tę twoją lalunię, Silę!
31:43— A ja dotrzymałem swojej części umowy. Podpisałem ten kretyński dokument i oto jestem, gotów spędzić z tobą noc
31:53Ale bez tej umowy w ręku, możesz ją wykorzystać przeciwko mnie w każdej chwili. Możesz ją pokazać Sili, pokazać Kuzeyowi
32:04Nie jestem idiotą. Oddaj mi ją.— Mówiłam ci, że jej nie mam! Zostawiłam ją!.— Skoro nie masz, to nici ze wspólnej nocy
32:15Wysiadaj z mojego samochodu.Acelya nawet nie drgnęła. Jej spojrzenie stało się twarde, wyzywające
32:24Słodycz zniknęła, zastąpiona przez czystą nienawiść.— A skąd wiesz, że i tak nie powiem wszystkiego Kuzeyowi i Sili? Umowa czy nie, znam prawdę
32:36— Co ty bredzisz, Acelya? Jesteś niestabilna. Co niby im powiesz? Nikt ci nie uwierzy
32:44— Myślę, że doskonale wiesz, co. Myślę, że umierasz ze strachu na samą myśl o tym
32:52W jednej chwili Levent stracił nad sobą panowanie. Cienka warstwa cywilizacji pękła, ukazując bestię, która kryła się pod spodem
33:04Jego ręka wystrzeliła z szybkością węża i zacisnęła się na jej szyi. Acelya zacharczała, jej oczy rozszerzyły się z bólu i przerażenia
33:15Zaczęła się dusić, próbując rozpaczliwie odsunąć jego stalowe palce.Kuzey, leżący z tyłu, zamarł
33:25Krew odpłynęła mu z twarzy. Obserwował tę scenę z niemym przerażeniem.— Zrobiłem wszystko, czego chciałaś! — syknął Levent, a jego twarz znajdowała się centymetry od jej twarzy
33:39— Dałem ci pieniądze! Wpłaciłem na twoje konto! Nie nadużywaj mojego szczęścia, bo wsadzę cię z powrotem do tej psychiatrycznej dziury i tym razem wyrzucę klucz!
33:51Acelya z nadludzkim wysiłkiem zdołała strącić jego rękę. Zaczęła łapczywie chwytać powietrze, kaszląc i krztusząc się
34:01— Teraz to już niemożliwe! — wykrztusiła, masując obolałą szyję. — Nie jestem już tamtą bezbronną Acelyą, którą znałeś
34:11Zamknąłeś mnie w psychiatryku, faszerowałeś lekami, choć nie byłam chora! Nie miałam żadnych pieprzonych zaburzeń!
34:21— Gdybym cię tam wtedy nie umieścił, kompletnie byś oszalała! To było dla twojego dobra!
34:29— Dla mojego dobra?! — roześmiała się histerycznie. — Zmanipulowałeś mnie! Owinąłeś sobie wokół palca, żebym pomogła ci ukraść pieniądze mojego własnego ojca! Sprzeciwiłam się całej mojej rodzinie, zerwałam z nimi kontakty, a wszystko dla ciebie! Dałam ci miliony!
34:48— Zamknij się! Spłaciłem swój dług co do grosza!.— Spłaciłeś, bo cię do tego zmusiłam! Gdybym nie pojawiła się przed Kuzeyem i nie zagroziła, że wszystko mu powiem, nigdy byś nie oddał tych pieniędzy!
35:03— Dość, Acelyo! Czego ty w końcu chcesz? Chcesz umrzeć?!.— Tak, doktorze. Powiedz to głośno
35:12Chcesz mnie zabić? — jej głos był pełen jadowitej prowokacji. — Czy zabijesz mnie tak samo, jak swoją byłą żonę, jeśli zacznę mówić? Kto będzie następny na twojej liście? Sila?
35:26Levent zamarł. Jego twarz stała się blada jak papier. Te słowa uderzyły go jak obuchem
35:34— Wyrzucono cię ze szpitala za błędy w sztuce lekarskiej – ciągnęła bezlitośnie Acelya
35:42– Jak to w ogóle możliwe, że nadal praktykujesz? Ach, poczekaj, już wiem… Zmieniłeś nazwisko
35:51Nadałeś sobie nazwisko Dereli, nazwisko swojej matki. Nie masz prawa być lekarzem
35:59Jesteś zwykłym, parszywym oszustem!.— Popełniłem błędy w przeszłości, przyznaję, ale to już za mną
36:08Z Silą jest inaczej….— Inaczej? Bo jesteś w niej zakochany, tak? — zadrwiła. — Mnie też wmawiałeś te same kłamstwa! Patrzyłeś mi w oczy i mówiłeś, że jestem miłością twojego życia!
36:23— Przy Sili nie mam nic do zyskania! Żadnych pieniędzy, żadnych korzyści! Po prostu ją kocham!
36:32— A co, jeśli ona cię nie kocha? Co, jeśli kocha Kuzeya? Widziałeś, jak na siebie patrzą
36:41Każdy to widzi. Jeśli cię odrzuci w dniu ślubu, co wtedy zrobisz? Ją też zabijesz, żeby nikt inny jej nie miał?
36:51— Powiedziałem ci, żebyś się zamknęła! — ryknął, uderzając pięścią w deskę rozdzielczą
36:59— Nie zadzieraj ze mną, Levencie. Wiem o tobie znacznie więcej, niż myślisz. Wiem o twojej współpracy z Bahar
37:09Wiem o wszystkim. Nie zmuszaj mnie do mówienia, bo źle się to dla ciebie skończy
37:17Obiecuję ci to.Levent milczał przez długą chwilę, ciężko oddychając. Jego gniew powoli ustępował miejsca zimnej kalkulacji
37:28Westchnął.— Dobrze. Masz rację. Uspokójmy się. Oboje jesteśmy zdenerwowani, mówimy rzeczy, których nie myślimy
37:38Wysiądźmy na chwilę, zaczerpnijmy świeżego powietrza. Porozmawiamy na spokojnie.Acelya, czując, że wygrała, wysiadła bez słowa
37:49Levent, odwrócony do niej plecami, sięgnął do schowka w desce rozdzielczej. Jego palce zacisnęły się na zimnym, metalowym chwycie pistoletu
38:01Wyjął go, ukrył za plecami, pod marynarką, po czym również wysiadł z samochodu.Z tyłu, w mroku i ciszy, Kuzey powoli podniósł głowę
38:12Jego twarz była maską niedowierzania i absolutnego przerażenia. Oczy miał szeroko otwarte, wpatrzone w pustą przestrzeń przed sobą
38:23Słyszał wszystko. Każde słowo, każdą groźbę, każde kłamstwo. Oszust. Złodziej. Morderca
38:33To był człowiek, który miał poślubić Silę.— To bydlę chce zabić dziewczynę… — wyszeptał do siebie, a jego głos drżał
38:43Lodowaty dreszcz przebiegł mu po kręgosłupie. Musiał działać. I to natychmiast