
Zeynep i Cihan – Pocałunek, który rozbił rodzinę.W domu Gonul napięcie można było kroić nożem
0:18Bulent, dumny ojciec i mężczyzna o żelaznych zasadach, staje naprzeciwko Cihana – człowieka, którego obecność burzy delikatny spokój jego córki Zeynep
0:31Między nimi toczy się cicha wojna o zaufanie, lojalność i prawo do miłości. Kiedy Cihan ogłasza, że musi odejść, Zeynep, rozdarta między posłuszeństwem a sercem, podejmuje dramatyczną decyzję, która wstrząsa całym domem: ogłasza przed ojcem, że Cihan jest jej chłopakiem
0:51To jedno zdanie rozpoczyna lawinę – gniew Bulenta, łzy Zeynep, milczący ból Cihana
0:59W chwili, gdy wydaje się, że wszystko jest stracone, dziewczyna rzuca wyzwanie losowi: dogania ukochanego na ulicy, by wyznać prawdę, której oboje się bali – że miłość nie potrzebuje pozwoleń
1:14Ich pocałunek, pełen pasji i odwagi, zmienia wszystko. Ale podczas gdy serca Zeynep i Cihana płoną, w innym domu rozpada się małżeństwo Kuzeya i Bahar, ujawniając zdradę, nagrania i kłamstwa, które na zawsze zniszczą ich świat
1:31To opowieść o granicach miłości, o tym, jak jedno wyznanie może rozpalić nadzieję – i jednocześnie podpalić wszystko, co wydawało się nienaruszalne
1:43„Miłość i nadzieja” – odcinek 323 – szczegółowe streszczenie.Powietrze w salonie domu Gonul było tak gęste i ciężkie, że można by je kroić nożem
1:55Każdy oddech zdawał się być wysiłkiem, a cisza, która zapadła po burzliwej wymianie zdań, dzwoniła w uszach głośniej niż najgłośniejszy krzyk
2:06Była to cisza pełna oskarżeń, niewypowiedzianych żalów i pytań, które zawisły w przestrzeni niczym duchy
2:15Bulent siedział na kanapie, jego postawa była sztywna, niemal wojskowa. Każdy mięsień jego twarzy był napięty, a zaciśnięte szczęki świadczyły o walce, jaką toczył wewnątrz siebie – walce między ojcowską troską a poczuciem, że traci kontrolę nad sytuacją, nad własną córką
2:35Jego wzrok, utkwiony w jednym punkcie na perskim dywanie, był zimny i nieprzenikniony, jakby budował wokół siebie mur, przez który nikt nie miał prawa się przebić
2:47Cihan, który do tej pory stał przy oknie, odwrócony plecami do reszty, wreszcie poruszył się powoli, z gracją drapieżnika, który wie, że każdy jego ruch jest obserwowany
3:00Nie czuł się tu jak gość. Czuł się jak intruz, jak zarzewie konfliktu, którego nigdy nie chciał rozpętać
3:09Przez ostatnie tygodnie ten dom stał się dla niego przystanią, schronieniem przed burzą, jaką było jego własne życie
3:19Teraz jednak czuł, jak ściany tego azylu zaczynają się na niego walić. Podszedł do kanapy i stanął naprzeciwko Bulenta
3:29Jego sylwetka odcinała się od jasnego światła wpadającego przez okno. Spojrzał na starszego mężczyznę z mieszaniną szacunku i rezygnacji
3:40– Panie Bulencie – zaczął cichym, ale stanowczym głosem, który w panującej ciszy zabrzmiał jak gong
3:49– Rozumiem pańskie obawy. Naprawdę. I szanuję je.Następnie jego wzrok powędrował w stronę Zeynep
3:58Stała w kącie pokoju, drobna i na pozór krucha, ale w jej oczach płonął ogień determinacji, który Cihan zdążył już poznać i podziwiać
4:09Patrzyła na niego błagalnie, jakby samym spojrzeniem chciała go przykuć do tego miejsca
4:17Wiedział, że jedno jej słowo mogłoby go zatrzymać, ale wiedział też, jaką cenę by za to zapłaciła
4:26Nie mógł na to pozwolić. Westchnął ciężko, a w tym jednym westchnieniu zawarł cały ciężar decyzji, którą właśnie podjął
4:36– Wyprowadzam się – oznajmił, a słowa te, choć wypowiedziane spokojnie, uderzyły w Zeynep z siłą fizycznego ciosu
4:46Poczuła, jak grunt usuwa jej się spod nóg. – Tak będzie lepiej dla wszystkich. To jedyne słuszne wyjście
4:55Unikniemy niedomówień, kłopotliwych sytuacji i, co najważniejsze, Zeynep nie będzie musiała stawać w ogniu krzyżowym
5:05Odwrócił się i ruszył w stronę drzwi. Każdy jego krok odbijał się echem w sercu Zeynep
5:13Czuła, jak panika zaciska jej gardło. Nie, to nie mogło się tak skończyć. On nie mógł odejść
5:22Nie teraz, kiedy stał się dla niej kimś więcej niż tylko przyjacielem, kimś więcej niż opoką
5:30Był jej nadzieją.– Nie! – jej głos, choć drżący, był zaskakująco silny. Przeciął napiętą atmosferę jak ostrze
5:40Cihan zatrzymał się z ręką na klamce, ale nie odwrócił się. Czekał. – Cihan, nigdzie nie pójdziesz
5:49Słyszysz?.Podeszła do niego, stając tuż za jego plecami. Chciała położyć mu dłoń na ramieniu, ale powstrzymała się
5:59Zamiast tego, jej głos nabrał pewności, jakby w jednej chwili podjęła decyzję, od której nie było już odwrotu
6:09– Zostaniesz tutaj. To jest także mój dom i ja chcę, żebyś tu był.W tym momencie Bulent wstał gwałtownie z kanapy
6:19Dźwięk sprężyn materaca był jedynym, który zakłócił ciszę. Jego twarz przybrała maskę surowego, autorytarnego ojca, który nie znosi sprzeciwu
6:31Spojrzenie, którym obrzucił najpierw córkę, a potem Cihana, było lodowate.– Nie rób tego, Zeynep – jego głos był niski i twardy jak kamień
6:43– Pomyśl, co robisz. W jakim charakterze miałby tu zostać? Jaki status miałby mieć w tym domu? – zapytał, cedząc każde słowo z naciskiem
6:55– Nie jest z tobą spokrewniony. Nie jest nawet dalekim kuzynem. Jest obcym mężczyzną
7:03Twojej matki nie ma w domu, a to ona jest panią tego domu i to ona powinna podejmować takie decyzje
7:12To nie jest twoja rola. Poczekajmy, aż wróci. Porozmawiamy na spokojnie jak dorośli ludzie
7:21Zeynep uniosła dumnie głowę. Jej oczy, jeszcze przed chwilą pełne łez, teraz ciskały błyskawice
7:30Spojrzała ojcu prosto w oczy, bez lęku, bez wahania. Czuła, jak narasta w niej gniew – gniew na jego hipokryzję, na jego podwójne standardy, na kłamstwa, którymi karmił ją przez lata
7:45– Masz rację, tato – jej głos był ociekający sarkazmem, którego Bulent zdawał się nie dostrzegać
7:54– Cihan nie jest moim krewnym. Nie łączą nas więzy krwi. Ale wiesz co? Jest dla mnie ważniejszy niż wielu ludzi, z którymi tę krew dzielę
8:06Jest bardziej rodziną niż ci, którzy za moimi plecami knują i kłamią, udając troskę
8:14Cihan wzdrygnął się, słysząc jej słowa. Wiedział, że ta rozmowa zmierza w niebezpiecznym kierunku, że Zeynep jest o krok od wypowiedzenia słów, których później będzie żałować
8:27Chciał zdjąć z niej ten ciężar, ochronić ją przed nią samą, przed jej własną porywczością
8:35Odwrócił się w jej stronę, a w jego oczach malowała się łagodna prośba.– Zeynep, proszę, nie rób tego – powiedział cicho, niemal szeptem
8:47Jego głos był ciepły i kojący. – Twój tata ma rację. On się po prostu o ciebie martwi
8:55To naturalne. Gdyby chodziło o moją córkę, zachowałbym się dokładnie tak samo. Też bym się martwił, gdyby pod moim dachem zamieszkał obcy mężczyzna
9:07Trzeba go zrozumieć.Dziewczyna spojrzała na niego z wyrzutem. Nie mogła uwierzyć, że staje po jego stronie
9:16Po stronie człowieka, który ją zawiódł. Jej usta zacisnęły się w wąską linię.– Nie, Cihanie
9:25Ty nie okłamałbyś swojej córki – syknęła, a jej słowa były jak policzek wymierzony ojcu
9:33– Nigdy byś jej nie okłamał w tak fundamentalnej sprawie.Jej spojrzenie z powrotem spoczęło na Bulencie
9:42W jej oczach błyszczał upór i determinacja, której nic nie mogło złamać. Wiedziała, że musi uciec się do ostateczności
9:53Musiała postawić wszystko na jedną kartę.– Cihan nigdzie się nie wybiera – oznajmiła, a jej głos nie znosił sprzeciwu
10:03Zrobiła krok w jego stronę i, nie zastanawiając się ani chwili dłużej, chwyciła go za rękę
10:12Jego dłoń była ciepła i silna. Poczuła, jak przez jej ciało przepływa fala odwagi
10:20Spojrzała na zszokowanego ojca. – Ponieważ… on jest moim chłopakiem.Słowa te zawisły w powietrzu jak wyrok
10:30Uderzyły w Bulenta z siłą huraganu, wyrywając go ze świata jego ojcowskich pewników
10:38Zamroziło go. Twarz mu stężała, a oczy rozszerzyły się w niedowierzaniu. W jednej chwili jego mała, niewinna córeczka, którą chciał chronić przed całym złem tego świata, stała się dorosłą kobietą, która podejmuje własne, szokujące decyzje
10:56Patrzył na ich splecione dłonie, a w jego głowie kłębiły się tysiące myśli, każda gorsza od poprzedniej
11:05Cihan, w przeciwieństwie do Bulenta, nie był całkowicie zaskoczony. Spodziewał się po Zeynep desperackiego ruchu, ale to przekroczyło jego najśmielsze oczekiwania
11:17Przez jego twarz przemknął cień uśmiechu – uśmiechu pełnego podziwu dla jej odwagi, ale też smutku, że musiała posunąć się do takiego kłamstwa
11:28Uśmiech zniknął tak szybko, jak się pojawił. Na jego twarz powróciła maska powagi
11:36Musiał odegrać swoją rolę do końca, ale nie mógł pozwolić, by to kłamstwo urosło do rangi prawdy, która zniszczy ich oboje
11:46Delikatnie, z największą ostrożnością, jakby dotykał najcenniejszej porcelany, wysunął swoją dłoń z jej uścisku
11:56– Nie musisz tego robić, Zeynep – powiedział spokojnie, a jego głos był jak balsam na jej rozszalałe emocje
12:05– Naprawdę tego nie chcę.Spojrzał na Bulenta, który wciąż stał jak skamieniały.– Do widzenia, panie Bulencie
12:15Życzę miłego wieczoru.Bez jednego spojrzenia w stronę Zeynep, odwrócił się i wyszedł z domu
12:24Dźwięk zamykanych drzwi był jak odgłos gilotyny.Zeynep stała przez chwilę nieruchomo, wpatrując się w puste miejsce, gdzie jeszcze przed sekundą stał Cihan
12:36Czuła pustkę i ból, tak wielki, że niemal fizyczny. Potem odwróciła się i posłała ojcu spojrzenie – spojrzenie tak pełne bólu, żalu i niemego oskarżenia, że Bulent poczuł, jak uginają się pod nim kolana
12:52Bez słowa, w następnej chwili, wybiegła z domu, rzucając się w pogoń za Cihanem.Ulica była pusta i cicha
13:02Chłodne, wieczorne powietrze owiało jej rozpaloną twarz. Zobaczyła jego sylwetkę w oddali, poruszał się szybkim, zdecydowanym krokiem
13:13Biegła, nie czując zmęczenia, nie czując kamyków wrzynających się w stopy przez cienkie podeszwy butów
13:22Liczył się tylko on.– Cihan, poczekaj! – zawołała, a jej głos poniósł się echem w wieczornej ciszy
13:31Dogoniła go dopiero na końcu drogi, tuż przed zakrętem. Złapała go za ramię, zmuszając, by się zatrzymał
13:40Dyszała ciężko, opierając dłonie na kolanach, próbując złapać oddech.On stał nieruchomo, ale nie patrzył na nią
13:50Jego wzrok utkwiony był w ciemności, która powoli spowijała okoliczne wzgórza. Czuł jej dotyk na ramieniu, czuł jej przyspieszony oddech na swoich plecach, ale nie potrafił na nią spojrzeć
14:04Bał się, że jeśli zobaczy ból w jej oczach, jego determinacja stopnieje jak lód na słońcu
14:12– Zeynep, zaufaj mi – powiedział cicho, ale w jego głosie była niezachwiana pewność
14:20– Poradzę sobie. To nie pierwszy raz, kiedy muszę zaczynać od nowa. Znajdę gdzieś dach nad głową, choćby na jedną noc
14:30Twój ojciec ma rację. Ja naprawdę nie mam prawa tam być. A przede wszystkim, nie chcę, żebyś musiała kłamać z mojego powodu
14:41Nie jesteś tego warta.Podniosła głowę, a jej brwi uniosły się w zdziwieniu.– Kłamała? – powtórzyła, jakby nie rozumiała znaczenia tego słowa
14:53– O jakim kłamstwie mówisz, Cihan?.Wreszcie na nią spojrzał. Na jego ustach błąkał się ledwo zauważalny, gorzki uśmiech
15:03– O tym, co powiedziałaś swojemu ojcu. Przecież nie jesteśmy razem – odpowiedział, a jego słowa, choć wypowiedziane łagodnie, zabolały ją bardziej niż cokolwiek innego
15:16– Zeynep, my nigdy nawet nie poszliśmy razem na kolację. Nigdy nie spacerowaliśmy, trzymając się za ręce
15:25Nie znamy swoich ulubionych kolorów ani tego, co nas śmieszy. Nie jesteśmy parą.Zrobiła krok w jego stronę, zmniejszając dystans między nimi
15:37Jej oczy błyszczały w świetle przydrożnej latarni.– A czy miłość naprawdę zaczyna się od kolacji? – zripostowała, a jej głos drżał z emocji
15:48– Czy wielkie uczucie musi być poprzedzone listą sprawdzonych i odhaczonych punktów? Czy nie może po prostu spaść na człowieka jak grom z jasnego nieba?
15:59Cihan spuścił wzrok. Jej słowa trafiły w czuły punkt. Poczuł się bezbronny, obnażony
16:08– Nie wiem – powiedział cicho, niemal niesłyszalnie. Jego głos był pełen rezygnacji i smutku
16:16– Skąd miałbym wiedzieć? Miłość zawsze była dla mnie obcym lądem, którego nigdy nie odważyłem się odkryć
16:25Zeynep wzięła głęboki oddech. Poczuła, jak zbiera w sobie całą odwagę, jaką miała
16:33Nagle, w jednym płynnym ruchu, pokonała dzielącą ich przestrzeń. Położyła dłonie na jego policzkach, czując pod palcami szorstki zarost
16:44Przez chwilę patrzyła mu głęboko w oczy, próbując odczytać jego myśli. A potem, bez wahania, bez cienia wątpliwości, pocałowała go
16:56To nie był delikatny, nieśmiały pocałunek. To był pocałunek pełen pasji, desperacji i tęsknoty, która kumulowała się w niej od tygodni
17:08To była deklaracja, wyzwanie rzucone światu i jemu samemu. Chwila trwała, przeciągała się w nieskończoność, wymykając się spod kontroli czasu i logiki
17:21Czuła, jak jego początkowe zaskoczenie przeradza się w coś głębszego, jak jego ramiona niepewnie obejmują ją w talii, przyciągając bliżej
17:32Gdy w końcu się odsunęła, oboje ciężko oddychali. Patrzyła mu prosto w oczy, a w jej spojrzeniu malowała się mieszanka triumfu i niepewności
17:43– Czy to wystarczy, żebyś uznał nas za parę? – zapytała szeptem, a jej pytanie zawisło między nimi, ciężkie od znaczenia i obietnicy przyszłości, która właśnie się zaczynała
17:56W tym samym czasie, w innej części miasta, w domu, który kiedyś był ostoją spokoju, rozgrywał się dramat o wiele głośniejszy, bardziej brutalny i ostateczny
18:09Bahar, ubrana w elegancką sukienkę, która teraz wydawała się kpiną z jej stanu, klęczała na podłodze przed swoim mężem
18:19Jedwabny materiał szeleścił przy każdym jej spazmatycznym ruchu. Jej dłonie, z idealnym manicurem, drżały niekontrolowanie, gdy chwytała go za nogawki spodni, jak tonący brzytwy
18:33Oczy, zwykle pełne dumy i pewności siebie, teraz błyszczały od łez, które spływały swobodnie po jej policzkach, zostawiając ciemne smugi na starannie nałożonym makijażu
18:46– Kuzey, błagam cię! Zaklinam cię na wszystko, co dla ciebie święte! – jej głos był ochrypły od krzyku i płaczu, łamał się przy każdym słowie
18:57– Nie odchodź! Nie rób mi tego! Nie mogę bez ciebie żyć! Nie dam rady! Rozumiesz? Beze mnie nie ma ciebie!
19:07Kuzey stał nad nią, wysoki i niewzruszony jak posąg. Jego twarz była pozbawiona jakichkolwiek emocji, jakby wszystko, co kiedykolwiek czuł do tej kobiety, zostało wypalone do cna
19:21Patrzył na nią z góry, a w jego oczach nie było litości, tylko bezbrzeżne zmęczenie i chłód
19:29Schylił się i mocno chwycił ją za ramiona, podnosząc ją z podłogi z siłą, która graniczyła z brutalnością
19:38– Bahar, wstań – powiedział, a w jego głosie nie było już ani krzty czułości. Był to głos obcego człowieka
19:48– Nie upokarzaj się jeszcze bardziej. To nic nie da. Już nie. Po rozwodzie dostaniesz wszystko, czego zażądasz
19:57Dom, pieniądze, samochody. Bierz wszystko. Ale to koniec. Nasze małżeństwo jest skończone
20:06Te słowa podziałały na Cavidan jak płachta na byka. Stała z boku, obserwując scenę z zaciśniętymi pięściami
20:16Jej twarz, zwykle gładka i opanowana, wykrzywiła się w grymasie czystej nienawiści
20:24Jej oczy, niczym dwa rozżarzone węgle, skupiły się na Sili, która stała cicho pod ścianą, blada jak papier
20:34– To wszystko przez ciebie! – syknęła Cavidan, a jej głos był jadowity jak ukąszenie węża
20:42Niemal warczała, ruszając w stronę młodszej córki. – Ty to zrobiłaś! Ty zniszczyłaś jej życie! Pokazałaś mu to przeklęte nagranie, prawda? Mówiłam ci, żebyś tego nie robiła! Błagałam cię, żebyś nie niszczyła własnej siostry dla jakiejś chorej idei sprawiedliwości! Ale nie, ty musiałaś wiedzieć lepiej! Zawsze musisz być tą lepszą, tą bardziej moralną!
21:07– Chwila! Stop! – głos Kuzeya był jak trzask bicza. W jednej chwili stanął między Cavidan a Silą, osłaniając dziewczynę własnym ciałem
21:19Jego spojrzenie było ostre jak brzytwa. – O jakie nagranie chodzi? O czym mówi twoja matka, Sila?
21:28Sila cofnęła się o krok, czując na sobie ciężar spojrzeń wszystkich zebranych. Czuła się osaczona, winna, mimo że wiedziała, że postąpiła słusznie
21:33Spuściła wzrok, nie mogąc znieść intensywności spojrzenia Kuzeya.– Cóż… ja… – zaczęła, ale głos uwiązł jej w gardle
21:40– Dostałaś się do telefonu Leventa i coś tam znalazłaś, tak? – dopytywał Kuzey, a jego głos, choć wciąż spokojny, nabierał groźnej nuty
21:51Czuł, że jest na tropie czegoś ważnego, ostatniego elementu układanki, który wyjaśni wszystko
22:03– Jakie nagranie? O czym wy mówicie? – wtrąciła zdezorientowana Naciye, rozglądając się po twarzach domowników
22:12Yildiz, stojąca obok niej, również wyglądała na kompletnie zagubioną.– Nie ma żadnego nagrania! – rzuciła szybko Cavidan, próbując rozpaczliwie ratować sytuację
22:21Jej ton był jednak zbyt nerwowy, zbyt piskliwy, by zabrzmiał przekonująco. Wiedziała, że pod wpływem gniewu powiedziała o jedno zdanie za dużo
22:34Popełniła fatalny błąd.Kuzey zignorował jej słowa. Jego uwaga w całości skupiła się na Sili
22:46Jego głos złagodniał, ale krył się w nim rozkaz, któremu nie można było się oprzeć
22:55– Sila. Pokaż mi swój telefon – powiedział. To nie była prośba. To było żądanie. – Proszę cię
23:03Muszę to zobaczyć.Dziewczyna milczała przez chwilę, która wydawała się wiecznością
23:12W pokoju panowała tak grobowa cisza, że słychać było tykanie starego zegara na kominku
23:20W końcu, zrezygnowanym ruchem, sięgnęła do kieszeni sukienki. Jej palce drżały, gdy odblokowywała ekran
23:28Podała mu urządzenie, unikając jego wzroku.W pokoju zapadła gęsta, niemal namacalna cisza
23:38Wszyscy wstrzymali oddech, gdy Kuzey uruchomił nagranie. Na małym ekranie telefonu, w drżącym, amatorskim ujęciu, pojawiła się Bahar i Levent
23:47Stali blisko siebie, zbyt blisko. A potem ich usta spotkały się w pocałunku. Krótki film trwał zaledwie kilka sekund, ale te kilka sekund wystarczyło, by zburzyć fundamenty tego domu i zniszczyć życie kilku osób
23:59Naciye zakryła usta dłonią, a jej oczy rozszerzyły się z przerażenia. Yildiz wydała z siebie zduszony okrzyk
24:15Cavidan zbladła tak bardzo, że wyglądała, jakby za chwilę miała zemdleć. Bahar natomiast stała jak sparaliżowana, jakby zamieniła się w słup soli
24:25A potem, gdy film się skończył, a na ekranie znów pojawiła się tapeta telefonu Sili, coś w niej pękło
24:38Wyciągnęła ręce w stronę męża, a jej twarz wykrzywił potworny grymas rozpaczy.– To nie tak, jak myślisz! Kuzey, to nie tak! – jej krzyk był przeraźliwy, histeryczny
24:47– To on mnie pocałował! Ja go odepchnęłam! Przysięgam! Ja nic nie zrobiłam! Kuzey, spójrz na mnie! Przysięgam na życie naszej córki, że to on! Ja cię kocham! Tylko ciebie! Kocham cię bardziej niż kogokolwiek na świecie!
25:01Łzy płynęły jej po policzkach nieprzerwanym strumieniem. Jej głos łamał się, przechodząc w spazmatyczny szloch
25:18Zaczęła tupać obcasami o dębową podłogę, jak małe, rozhisteryzowane dziecko w napadzie furii
25:27– Nie rozwiedziemy się! Słyszysz mnie?! Nigdy! Nie pozwolę ci na to! Jesteś mój! Należysz do mnie i nigdy nie pozwolę ci odejść! Nigdy!
25:36Kuzey, nie odrywając od niej swojego zimnego, martwego wzroku, oddał telefon Sili
25:48Jego ruchy były powolne, mechaniczne.– To już koniec, Bahar – powiedział chłodno, a jego słowa były ostateczne jak wyrok śmierci
25:56– Koniec wszystkiego. Koniec nas.Odwrócił się gwałtownie i bez słowa wyszedł z salonu
26:07Słychać było jego ciężkie kroki na schodach, a potem trzaśnięcie drzwi na piętrze
26:15Bahar opadła z powrotem na kolana, jakby ktoś podciął jej nogi. Z jej gardła wydobył się zduszony, nieludzki krzyk – krzyk bólu, upokorzenia i bezsilnej wściekłości
26:23Przyciskała dłonie do piersi, jakby chciała powstrzymać ból, który rozsadzał ją od środka
26:37Po chwili jej krzyk przeszedł w spazmatyczny, konwulsyjny szloch, który wypełnił cały dom, odbijając się od ścian i wdzierając w serca wszystkich obecnych
26:45W eleganckim, urządzonym ze smakiem domu Feraye panowała zupełnie inna atmosfera. Nie było tu krzyków ani histerii, tylko chłodna, wyrafinowana wojna nerwów
26:57U progu stanął Tahir – mężczyzna w średnim wieku, ale wciąż niezwykle przystojny
27:10Miał na sobie idealnie skrojony garnitur, a jego siwiejące na skroniach włosy dodawały mu tylko uroku
27:18Był starym znajomym Feraye i jednym z najlepszych prawników specjalizujących się w sprawach rodzinnych w całym mieście
27:27Melis obserwowała go z dystansu, stojąc w półmroku przedpokoju. Jej serce biło szybciej niż zwykle
27:36Od razu zrozumiała, po co matka go wezwała. Ten człowiek był zwiastunem końca. Końca jej rodziny, jej świata, takiego, jaki znała
27:45Feraye i Tahir usiedli obok siebie na dużej, kremowej kanapie w salonie. Panowała między nimi swobodna, niemal intymna cisza
27:56On przez chwilę milczał, przyglądając jej się z uwagą i nieskrywanym podziwem, jakby nie mógł oderwać od niej wzroku
28:07– Wiesz, Feraye, niektórzy ludzie z wiekiem po prostu się starzeją – zaczął w końcu, a jego głos był niski i melodyjny
28:17Na jego ustach błąkał się lekki, czarujący uśmiech. – Inni po prostu nabierają doświadczenia, a ich uroda staje się bardziej szlachetna, jak dobre wino
28:27Ty, moja droga, zdecydowanie należysz do tej drugiej grupy. Czas jest dla ciebie wyjątkowo łaskawy
28:39Melis zmrużyła oczy. Poczuła ukłucie irytacji. Nachyliła się do stojącego obok niej Egego, który próbował być dla niej wsparciem w tych trudnych chwilach
28:48– Słyszysz go? On flirtuje z moją mamą! – szepnęła z oburzeniem, a w jej głosie słychać było niedowierzanie
29:00– Nie przesadzaj, Melis – odpowiedział Ege, próbując ją uspokoić, choć sam czuł się nieswojo
29:09– Przecież tylko rozmawiają. To stary znajomy.– Rozmawiają? On się do niej zaleca! W takiej chwili! To niestosowne
29:18W tym czasie Tahir pochylił się lekko w stronę Feraye, zmniejszając dystans między nimi
29:28Jego ton stał się bardziej poufały, niemal konspiracyjny.– Wiesz, co się nie zmienia w człowieku, mimo upływu lat? – zapytał półgłosem, jakby zdradzał jej największy sekret świata
29:36– Co takiego? – zapytała Feraye, a w jej głosie słychać było nutę prawdziwego zaciekawienia
29:50– Spojrzenie – odpowiedział, patrząc jej prosto w oczy. – Twój blask w oczach. Wciąż ma tę samą iskrę, co dwadzieścia lat temu
29:58Ten sam ogień, który potrafił onieśmielić każdego.Feraye uśmiechnęła się delikatnie
30:09Jego komplement sprawił jej przyjemność, ale wiedziała, że musi sprowadzić tę rozmowę na właściwe tory
30:17Spróbowała obrócić sytuację w żart.– Och, Tahir, zawsze byłeś niezrównanym gadułą
30:26Zostawmy wspomnienia na inną okazję. Powiedz lepiej, co cię do mnie sprowadza w tak pilnej sprawie?
30:34Melis nie mogła już dłużej tego znieść. Czuła, jak gniew gotuje się w jej żyłach. Z zaciętą miną wkroczyła do salonu, jej kroki były głośne i zdecydowane na marmurowej podłodze
30:43– Tak, ja też bardzo chętnie się dowiem – powiedziała chłodno, stając naprzeciwko nich
30:57– Co cię tu sprowadza, panie Tahirze?.Tahir odwrócił się w jej stronę. Jego twarz rozjaśnił uśmiech, który Melis uznała za przesadnie sztuczny i nieszczery
31:05Zmierzył ją wzrokiem od stóp do głów z udawaną galanterią.– Ach, a oto i piękna córka pięknej Feraye – powiedział tonem, w którym słychać było więcej kokieterii niż prawdziwej elegancji
31:18– Legenda nie kłamała.– Pewnie rozpoznałeś mnie ze zdjęć, które mama trzyma na kominku – odpowiedziała Melis z lodowatym sarkazmem
31:32– Nie musiałem – odparł Tahir, a w jego oku pojawił się kpiący błysk. – Uroda was obu jest tak wyjątkowa, że nie sposób jej pomylić
31:43Ale nie bój się, śliczna dziewczyno. Nie mam zamiaru porwać twojej mamy. Przynajmniej nie dzisiaj
31:55– Więc po co tu jesteś? – zapytała Melis coraz ostrzej, ignorując jego próby rozładowania napięcia
32:04– Melis, proszę cię, uspokój się… – wtrąciła spokojnie Feraye, ale jej głos był pozbawiony ciepła
32:13– Nie, mamo! Muszę z tobą porozmawiać o tacie. Natychmiast. Na osobności.– Myślę, że wszystko, co miałyśmy sobie do powiedzenia w tej sprawie, już zostało powiedziane – odpowiedziała chłodno Feraye, celowo nie patrząc na córkę
32:22– Z tego, co zdążyłem usłyszeć – wtrącił się Tahir, jakby chcąc podkreślić swoją rolę w tej rozgrywce – złożyłaś pozew o rozwód
32:39To prawda?.– Tak, ale to pomyłka! Ten pozew wkrótce zostanie wycofany! – oświadczyła Melis z determinacją, której mogłaby jej pozazdrościć armia
32:50Tahir uniósł jedną brew w geście udawanego zdziwienia. Spojrzał na Feraye, czekając na jej reakcję
33:02– Naprawdę? To ciekawe. A co ty na to, Feraye? Czy twoja córka ma rację?.Feraye wyprostowała się na kanapie
33:11Jej sylwetka emanowała siłą i niezłomnością. Spojrzała na córkę, a jej głos był twardy i ostry jak stal
33:21– Nie. Nie wycofam pozwu. Decyzja została podjęta.– To dobrze – powiedział Tahir, z lekkim, niemal niedostrzegalnym skinieniem głowy
33:31Jego twarz wyrażała pełną satysfakcję.Reakcja Melis była natychmiastowa. Poczuła, jak krew uderza jej do głowy
33:43– Co masz na myśli, mówiąc, że “to dobrze”? Co w tym jest dobrego?! Rozpad mojej rodziny jest dla ciebie czymś dobrym?!
33:53– Nie wiem, co dokładnie was poróżniło – odpowiedział Tahir spokojnym, profesjonalnym tonem, który doprowadzał Melis do szału
34:03– Ale znam życie i znam statystyki. W większości takich spraw, gdy kobieta taka jak twoja matka decyduje się na tak radykalny krok, powodem jest zdrada
34:13– Nie, to nie o to chodzi! Mój ojciec nigdy by tego nie zrobił! – rzuciła Melis szybko, niemal panicznie, jakby chciała ochronić honor ojca przed tym obcym człowiekiem
34:25– Melis, przestań wreszcie mówić za mnie! – ucięła Feraye. Jej głos był jak uderzenie bata
34:38Zmęczyła ją ta gra pozorów, to ciągłe wybielanie Bulenta. Spojrzała na Tahira, a w jej oczach pojawił się cień dawnego bólu
34:46– Nie jesteś dla mnie obcym człowiekiem, Tahir. Znamy się zbyt długo. Więc powiem ci wprost, bez owijania w bawełnę
34:57Tak, masz rację. Powodem jest zdrada. Bulent mnie zdradził.W salonie zapadła martwa cisza
35:07Słowa Feraye, wypowiedziane z zimną precyzją, zawisły w powietrzu, nieodwołalne i ostateczne
35:16Melis poczuła, jakby ktoś wymierzył jej cios prosto w serce. Zmarszczyła czoło, a jej usta zacisnęły się w cienką, białą linię
35:25Patrzyła na matkę, a potem na prawnika, i po raz pierwszy w życiu poczuła, że świat, który znała, właśnie legł w gruzach
35:36