
Do tragedii doszło w nocy z poniedziałku na wtorek. Zaniepokojeni sąsiedzi zawiadomili policję, słysząc głośne krzyki dobiegające z jednego z mieszkań. Gdy funkcjonariusze pojawili się na miejscu, w lokalu zastali siedmiomiesięczne dziecko bez oznak życia oraz dwoje dorosłych opiekunów, będących pod wpływem alkoholu. Wezwani ratownicy medyczni potwierdzili zgon niemowlęcia. Rodzice zostali zatrzymani, jednak nie postawiono im zarzutów — jak wyjaśnia prokuratura, przeprowadzona sekcja zwłok nie wykazała udziału osób trzecich w śmierci dziecka. Co więc wydarzyło się tamtej nocy, 5 stycznia?
Aleksandra i Michał, rodzice małego Juliana, tego dnia spożywali alkohol. Ich synek spał w swoim łóżeczku. Około północy matka zajrzała do dziecka i zauważyła, że nie reaguje oraz nie oddycha. Wpadła w panikę i zaczęła krzyczeć. Ojciec próbował ją uspokoić, jednak kobieta była w głębokim szoku. Między rodzicami doszło do emocjonalnej wymiany zdań, pełnej wzajemnych oskarżeń.
Sąsiedzi, słysząc hałas, byli przekonani, że w mieszkaniu trwa awantura i wezwali policję. Mundurowi próbowali dostać się do środka, lecz nikt nie chciał otworzyć drzwi. Wezwano więc straż pożarną. Dopiero gdy strażacy zapowiedzieli siłowe wejście, drzwi zostały otwarte. Policjanci od razu wyczuli woń alkoholu. Badanie alkomatem wykazało, że oboje rodzice mieli blisko promil alkoholu we krwi. W łóżeczku znajdowało się martwe niemowlę. Ratownicy stwierdzili zgon na miejscu.
Rodzice zostali zatrzymani. Aleksandra, ze względu na bardzo zły stan psychiczny, trafiła do szpitala psychiatrycznego. Michał został następnego dnia przesłuchany przez prokuratora i po złożeniu wyjaśnień zwolniony.
We wtorek rano przeprowadzono sekcję zwłok siedmiomiesięcznego Juliana. Biegli orzekli, że dziecko zmarło z przyczyn naturalnych. Stwierdzono nagłe zatrzymanie krążenia, które mogło być skutkiem wrodzonej wady mózgu.
— Z opinii biegłego wynika, że przyczyną zgonu było nagłe ustanie funkcji życiowych. Zidentyfikowano wrodzoną wadę mózgu, która mogła doprowadzić do takiego przebiegu zdarzeń. Na obecnym etapie nie ma podstaw, by uznać, że śmierć dziecka nastąpiła na skutek działania osób trzecich, w tym rodziców — przekazał Piotr Skiba z Prokuratury Okręgowej w Warszawie.
Ojciec dziecka został przesłuchany w charakterze świadka. Ze względu na stan psychiczny matki, jej przesłuchanie nie było możliwe. Kobieta pozostaje pod stałą opieką lekarzy.
Dziennikarze dotarli do bloku, w którym rozegrał się dramat. Mieszkańcy podkreślają, że rodzina nie sprawiała wcześniej żadnych problemów.
— Nigdy nie słyszałam tam kłótni. To byli spokojni, normalni ludzie. Nikt nie spodziewał się takiej tragedii — mówi jedna z sąsiadek.
— Widywałem ich czasem na klatce schodowej. Nic złego nie mogę o nich powiedzieć — dodaje inny mieszkaniec.
Policja i prokuratura potwierdzają, że wcześniej nie było żadnych interwencji ani zgłoszeń dotyczących tej rodziny. Śledczy podkreślają, że wszystko wskazuje na dramatyczny zbieg okoliczności i naturalną przyczynę śmierci dziecka.