Ostatnie pożegnanie Lecha W. odbyło się w kościele św. Kazimierza w Giżycku. Tego dnia miasto pogrążyło się w żałobie, żegnając człowieka, który przez dziesięciolecia był stałym elementem lokalnej codzienności.
Uroczystość rozpoczęła się w sobotę, 10 stycznia, o godzinie 11. Duchowny, który przewodniczył mszy, podkreślał, że był to „ostatni kurs” 78-letniego taksówkarza. Wspominał go jako osobę silną i niezwykle doświadczoną przez życie, przypominając, że w przeszłości wygrał trudną walkę z chorobą nowotworową.
Bliscy mówili o nim z ogromnym wzruszeniem. Podkreślali, że był oddanym ojcem i dziadkiem, zawsze gotowym do pomocy. Giżycko było miastem, z którym czuł się mocno związany. Marzył o podróży kamperem po Europie, gdy nadejdzie czas odpoczynku od pracy. Cenił rodzinne spotkania i wspólne wyjazdy.
Kapłan zaznaczył również, że zawód taksówkarza opiera się na zaufaniu – pasażer oddaje swoje bezpieczeństwo w ręce kierowcy. Ta myśl szczególnie wybrzmiała w obliczu tragedii.
Mieszkańcy Giżycka wciąż są wstrząśnięci wydarzeniami sylwestrowej nocy. Lech W. był jednym z najbardziej rozpoznawalnych i cenionych taksówkarzy w mieście. Przez ponad cztery dekady woził ludzi, zawsze punktualny, spokojny i życzliwy. Choć mógł już przejść na emeryturę, nadal pracował, bo – jak mówiono – po prostu kochał swoją pracę.
Do tragedii doszło 31 grudnia późnym wieczorem. Pasażer, który wsiadł do jego taksówki w centrum miasta, podczas kursu miał zaatakować kierowcę nożem. Mimo odniesionych ran Lech W. próbował dotrzeć z powrotem do Giżycka. Jego nietypowa jazda zwróciła uwagę świadków, którzy wezwali służby. Na miejscu odkryto dramatyczną prawdę – mężczyzna był śmiertelnie ranny.
Pomimo szybkiej reakcji ratowników, życia taksówkarza nie udało się uratować. Podejrzany został zatrzymany jeszcze tej samej nocy. Prokuratura prowadzi śledztwo i apeluje do świadków o zgłaszanie wszelkich informacji, które mogą pomóc w wyjaśnieniu okoliczności tej tragedii.