
Część publiczności przekonywała, że repertuar światowej gwiazdy zupełnie nie wpisywał się w charakter noworocznej zabawy. Pojawiały się też głosy, że media publiczne po raz kolejny sięgają po znane, ale już nieco „bezpieczne” nazwiska, zamiast postawić na świeżość i odważniejsze wybory. Z drugiej strony wielu fanów doceniło klasę artysty i podkreślało, że mimo wieku Sting zaprezentował się na scenie z pełnym zaangażowaniem i profesjonalizmem.
Nie wszyscy jednak dali się porwać temu entuzjazmowi.
Swoją opinią postanowiła podzielić się Doda, która również występowała tej nocy przed publicznością – jako jedna z głównych gwiazd „Sylwestrowej Mocy Przebojów” organizowanej przez Telewizję Polsat. Wokalistka wprost przyznała, że choć Sting bezsprzecznie jest ikoną światowej muzyki, nie należy automatycznie stawiać jego koncertów ponad występami polskich artystów.
Przy okazji poruszyła temat swoistego kompleksu, z jakim – jej zdaniem – wciąż mierzy się część polskiej publiczności, bezrefleksyjnie porównując rodzimych wykonawców do zagranicznych legend.
„Nie zestawiajcie polskich artystów ze Stingiem tylko dlatego, że jest z Zachodu. W tych komentarzach aż bije kompleks, który ciągnie się za nami od lat. Nasi artyści są równie dobrzy – doceniajcie ich i wspierajcie” – napisała w mediach społecznościowych.
Doda nie odmówiła sobie także ironicznej uwagi pod adresem scenicznego wizerunku brytyjskiego muzyka.
„Oczywiście, że byłoby mi łatwiej wyjść na scenę w kurtce, stanąć w jednym miejscu przy statywie, założyć czapkę i po prostu zaśpiewać swoje piosenki. Jasne, że tak. Ale to nie jestem ja. Ja tak nie potrafię” – skomentowała z wyraźnym dystansem.
Jej słowa tylko dolały oliwy do ognia i sprawiły, że dyskusja wokół sylwestrowego występu Stinga jeszcze bardziej się rozgorzała.