Prawdziwe chwile grozy rozegrały się w niedzielny wieczór, 4 stycznia, przy ul. Zyndrama z Maszkowic we Wrocławiu. Chwilę po godz. 18 rozległ się potężny huk. Osobowa Toyota przebiła bariery i runęła wprost do Odry, tuż obok hotelu Campanile. Auto miało oznaczenia jednej z firm przewozowych. Za kierownicą siedział 28-letni mężczyzna. Samodzielnie wydostał się z tonącego samochodu i dopłynął do brzegu. Był trzeźwy.

Dramatyczna akcja we Wrocławiu. Taksówka zatonęła w Odrze. Foto: Tomasz Hołod/Biuro Prasowe Urzędu Miejskiego Wrocławia / Facebook
Służby pojawiły się na miejscu niemal natychmiast. W akcji brali udział strażacy, policja, nurkowie i przedstawiciel Wód Polskich. Samochód, jak się później okazało, taksówka z oznaczeniami sieci Bolt, unosił się przez chwilę na powierzchni, a potem zniknął pod wodą. Płetwonurek sprawdził wrak. W środku nie było pasażerów.
Wyciąganie auta trwało kilka godzin
Wydobycie auta z rzeki nie było łatwe. Strażacy musieli wyciąć drzewa przy nabrzeżu, by dźwig mógł bezpiecznie podjąć pojazd. Przed godz. 22 auto udało się wyciągnąć z wody. Kierowca trafił do szpitala, ale jego życiu nic nie zagraża. — Mężczyzna sam wydostał się z auta, nie doznał poważnych obrażeń, był trzeźwy — poinformowała podkomisarz Aleksandra Freus z KMP we Wrocławiu.
Ze wstępnych ustaleń wynika, że auto wpadło do Odry po tym, jak kierowca stracił panowanie nad pojazdem na oblodzonej nawierzchni. Jak podała “Gazeta Wrocławska”, jeden ze świadków miał widzieć, jak chwilę przed wypadkiem samochód driftował po kostce brukowej. Policja sprawdza okoliczności zdarzenia.
