
Olek stracił życie, wykrwawiając się przy komentarzach policjantów i ratowników, którzy twierdzili, że „udaje”. Lekarz zespołu ratunkowego Sławomir B. oraz pozostali medycy ignorowali zarówno błagania nastolatka, jak i wyraźne symptomy zagrożenia życia. W trakcie transportu chłopak powtarzał, że „nie chce jechać do taty” — nie wiedząc, że jego ojciec nie żył już od kilku lat.
Do dramatycznych wydarzeń doszło 4 stycznia 2024 roku w Grudziądzu. Policjanci próbowali wylegitymować dwóch młodych mężczyzn, którzy podjęli próbę ucieczki. Jeden z nich, 19-letni Olek, próbując przeskoczyć ogrodzenie, nadział się udem na metalowy element płotu. Doszło do masywnego krwotoku. Pogotowie zostało wezwane, jednak ambulans pojawił się dopiero po kilkunastu minutach.
Relacje z wnętrza karetki są wstrząsające. Zamiast natychmiastowej pomocy i szybkiego przewiezienia do szpitala, nastolatek był wyśmiewany i szarpany. Ratownicy bagatelizowali jego stan, nie reagowali na prośby o tlen ani na narastające objawy krytyczne.
Olek w stanie skrajnego zagrożenia życia trafił do szpitala, gdzie zmarł. Bezpośrednią przyczyną śmierci było uszkodzenie tętnicy udowej i masywna utrata krwi.
Początkowo placówka medyczna nie dopatrywała się uchybień w działaniach personelu. Dopiero po emisji reportażu „Uwagi!” TVN i ujawnieniu nagrań z karetki, dyrekcja zdecydowała o zwolnieniu członków zespołu ratownictwa.
W oświadczeniu poinformowano, że wcześniej szpital nie dysponował materiałami wideo z kamer nasobnych policjantów. Po ich analizie podjęto decyzję o natychmiastowym rozwiązaniu umów z ratownikami uczestniczącymi w interwencji, podkreślając, że dotyczy ona zachowania wobec pacjenta, a nie oceny medycznej czy prawnej, którą zajmuje się prokuratura.
Do sprawy odnieśli się również twórcy profilu „Ratownictwo Medyczne będzie rozmowa proszę czekać”. Jak przyznali, obraz wydarzeń odebrał im mowę.
W czterech ścianach metalowej karetki spotkały się desperacja umierającego nastolatka i całkowita obojętność osób, które powinny ratować życie — napisali, dodając, że otrzymali dziesiątki wiadomości od poruszonych widzów.
Podkreślili, że Olek miał realną szansę przeżyć, gdyby wdrożono podstawowe procedury: założenie stazy, monitoring funkcji życiowych i natychmiastowy transport do szpitala lub wezwanie śmigłowca. Zamiast tego doszło do skandalicznych zachowań, które ich zdaniem nigdy nie powinny mieć miejsca.
Na koniec zaznaczyli, że jedynym słowem, jakie powinno paść ze strony osób odpowiedzialnych, jest „przepraszam”, a tragedia Olka ponownie pokazuje, jak ogromne znaczenie ma to, kto przyjeżdża karetką na wezwanie.