
Tegoroczna noc sylwestrowa upłynęła pod znakiem muzycznych emocji i spektakularnych występów. Mandaryna i Maryla Rodowicz pojawiły się na tej samej scenie, dostarczając widzom niezapomnianych wrażeń. Jednak, jak to często bywa w świecie gwiazd, obraz znany z telewizji nie do końca oddawał to, co działo się w kuluarach. Jedna z wypowiedzi artystek sprawiła, że po imprezie zawrzało w mediach.
„Sylwester z Dwójką” w Katowicach przyciągnął prawdziwą plejadę znanych nazwisk. Publiczność mogła zobaczyć na scenie zarówno legendy polskiej estrady, jak i artystów młodszego pokolenia oraz zagranicznych gości. Maryla Rodowicz, ikona rodzimej muzyki rozrywkowej, zaprezentowała się w charakterystycznym, efektownym stylu i mimo przeciwności technicznych dała koncert, który spotkał się z żywym odbiorem.
Z kolei Mandaryna pojawiła się w wyjątkowym wydaniu – wystąpiła razem z Michałem Wiśniewskim oraz ich dziećmi. Wspólne wykonanie kultowego „Ev’ry Night” wzbudziło falę nostalgii i zostało jednym z najmocniej komentowanych momentów wieczoru. Wielu widzów zwracało uwagę na energię i naturalność tego rodzinnego występu.
Na scenie nie zabrakło też takich gwiazd jak Doda, Kayah, Justyna Steczkowska czy Sting, co tylko potwierdziło rangę wydarzenia jako jednego z największych muzycznych widowisk tej zimy.
Choć na ekranie wszystko wyglądało harmonijnie, rzeczywistość za kulisami bywa znacznie bardziej złożona. Wspólne występy nie zawsze idą w parze z sympatią i dobrymi relacjami między artystami. Świat show-biznesu to nie tylko blichtr, ale także rywalizacja, dawne urazy i różnice charakterów.
Dla widzów wiele z tych napięć pozostaje niewidocznych, jednak czasem jedno zdanie wypowiedziane po imprezie wystarczy, by odsłonić skrywane emocje. Tak było również tym razem.
Po sylwestrowym koncercie Mandaryna udzieliła wywiadu RMF FM, w którym została zapytana o najmniej sympatyczną osobę w polskim show-biznesie. Początkowo podkreślała, że unika negatywnych relacji i woli otaczać się ludźmi o dobrej energii. Dopytywana jednak wskazała konkretne nazwisko.
Artystka przyznała, że przed laty dotarły do niej nieprzychylne opinie Maryli Rodowicz na jej temat i to właśnie one wpłynęły na jej obecne postrzeganie starszej koleżanki z estrady. Jak zaznaczyła, nie jest pewna, czy Rodowicz można nazwać sympatyczną czy nie, ale ma wrażenie, że ta nie darzy jej szczególną sympatią.
Mandaryna nawiązała tym samym do dawnych wypowiedzi Rodowicz, w których legenda estrady otwarcie kwestionowała status Mandaryny jako gwiazdy, ironicznie komentując medialne określenia.
Choć obie artystki stanęły razem na sylwestrowej scenie, ich relacje – jak się okazuje – wciąż budzą emocje. To kolejny dowód na to, że w show-biznesie uśmiech do kamery nie zawsze oznacza zgodę poza nią.