
Pierwszy stycznia to rocznica zbrodni, która przeszła do historii polskiej kryminalistyki. Dokładnie 29 lat temu w pobliżu dyskoteki w Miłoszycach odnaleziono ciało Małgosi Kwiatkowskiej. Nastolatka była bezbronna i zdana na dorosłych, którzy powinni ją chronić. Zamiast tego została porzucona na pastwę losu. Są badania, analizy oraz setki przesłuchanych, ale czy kiedykolwiek dowiemy się, co tak naprawdę wydarzyło się w sylwestrową noc w Miłoszycach? Mimo że zapadł prawomocny wyrok, sprawa nadal nie jest do końca rozwiązana. I wiele wskazuje na to, że nie wszyscy sprawcy ponieśli odpowiedzialność.
Małgosia z małej miejscowości na Dolnym Śląsku miała 15 lat, gdy została brutalnie zgwałcona podczas zabawy sylwestrowej na przełomie 1996 i 1997 r. Potem bez jakiekolwiek pomocy porzucono ją na siarczystym mrozie, gdzie zmarła z upływu krwi i wyziębienia. Tamtej nocy termometry wskazywały 20 st. C na minusie.
Sekcja zwłok wykazała, że została wielokrotnie zgwałcona. Jak ustaliła prokuratura, dziewczynie podano wcześniej karbamazepinę, która w połączeniu z alkoholem zadziała, jak współczesna tabletka gwałtu.